środa, 10 stycznia 2018

Rozdział X

Te kilka dni upłynęło mi bardzo szybko i nim się obejrzałam a musiałam pakować się do Klingenthal. Postanowiłam, że zachowam mój wyjazd w tajemnicy, żeby zrobić Anze niespodziankę. Z tego  powodu zamiast samolotem postanowiłam pojechać samochodem. Jakby nie patrzeć to jakieś siedem godzin drogi. Czy dużo? Nie sądzę. Bywało tak, że spędzałam w podróży po dwadzieścia kilka godzin, więc można powiedzieć, że jestem przyzwyczajona.
Żeby zdążyć dojechać na czas postanowiłam nastawić sobie budzić na trzecią rano, aby zjeść coś na szybkiego i ruszyć w drogę. Nie wiadomo co mnie może czekać podczas podróży, a nie mogę się przecież spóźnić.
Nie będę zaprzeczać, ciężko było mi się zwlec z łóżka. Jednak po jakiś dziesięciu minutach wylegiwania się, mój cel został osiągnięty. Zjadłam coś na szybkiego i wypiłam herbatę, ponieważ od ostatniego incydentu kawa mi nie przejdzie przez gardło. Spakowałam moją walizkę do samochodu, a także wszystkie potrzebne rzeczy do pracy i ruszyłam w drogę.
Niestety miałam pecha i musiałam przez godzinę stać w korku, przez co dotarłam na miejsce nieco później niż zamierzałam, ale mimo wszystko się nie spóźniłam. Pokój miałam zarezerwowany w hotelu niedaleko skoczni. Nie był to ten sam, w którym zatrzymywali się skoczkowie i w sumie cieszę się z tego powodu.
Po zjedzeniu posiłku udałam się prosto na skocznie, aby porobić jakieś fajne zdjęcia. Wprawdzie miał się odbyć dopiero trening, ale kto mi zabroni teraz fotografować? Oprócz mnie było jeszcze kilku innych fotoreporterów, ale na szczęście nie było ich jeszcze tak dużo. Pewnie większa część przyjdzie dopiero na kwalifikacje, bądź na sam konkurs, który odbędzie się jutro.
Za każdym razem gdy mijał mnie jakiś Słoweniec modliłam się w duchu aby mnie nie rozpoznał. Wprawdzie miałam na głowie czapkę, a na nosie okulary przeciwsłoneczne, ale któryś mógł mnie rozpoznać. I tak wiem... Okulary przeciwsłoneczne w zimę przy temperaturze na minusie... Jestem mądra... A swoją drogą to kto mi zabroni? Dobra, może to wygląda dziwnie, ale nie  chcę, żeby na razie mnie rozpoznali.
Mijał mnie kolejny skoczek i tak jak do tej pory, krzyknęłam "Uśmiech", aby spojrzał w mój aparat i aby wyszło ładne zdjęcie. Chłopak przystanął na moment, spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Zrobiłam mu fotkę i spojrzałam w aparat, aby zobaczyć jak wyszło. Mogłam jedynie być dumna z mojego dzieła.
-Fajne okulary. - Usłyszałam głos nade mną. Uniosłam wzrok i zobaczyłam tego samego skoczka, któremu przed chwilą zrobiłam zdjęcie. Patrzył na mnie i się uśmiechał szeroko. Dopiero teraz dostrzegłam jaki jest przystojny.
-A tak, dzięki. Nie chcę na razie, żeby brat mnie rozpoznał. - Miałam zamiar zabrać się do wykonywania dalej swojej pracy, ale chłopak to przerwał.
-Gregor jestem. - Wyciągnął w moją stronę dłoń, po czym ją uścisnęłam.
-Patricia. - Ściągnęłam przy okazji okulary, bo szczerze mówiąc trochę dziwnie się w nich czułam przy nim.
-Dasz się zaprosić na jakąś kawę, herbatę... cokolwiek? - Zobaczyłam zmierzającego Petera, więc z powrotem założyłam moje okulary i odwróciłam się bokiem do niego.
-Zobaczymy, zobaczymy. - Powiedziałam. Zauważyłam, że Gregor patrzył na Prevca i zwyczajnie odprowadzał go wzrokiem.
-To jest twój brat? - Spojrzał na mnie ze zmarszczonymi lekko brwiami i zdziwioną miną.
-Dzięki Bogu nie. To jest najbardziej wnerwiający idiota na tej ziemi. - Powiedziałam z lekką pogardą.
-A to czemu? - Zaciekawił się.
-Długa historia. - Machnęłam ręką. - Może kiedyś ci opowiem.
-Może... - Westchnął. - Dobra, nie przeszkadzam ci w pracy. Do zobaczenia wkrótce. - Kiwnął głową i poszedł. Nawet nie zdążyłam mu nic odpowiedzieć.
Kwalifikacje minęły jak najbardziej spokojnie. Na całe szczęście nikt mnie nie rozpoznał, a ja miałam niezły ubaw z mojego brata. Otóż szanowny pan postanowił znaleźć sobie dziewczynę i chodził wzdłuż trybunów i zagadywał do każdej po kolei. Biedne jeszcze sobie w końcu narobią nadziei. Swoją drogą to ciekawe, czy by się tak zachowywał, gdyby wiedział, że go obserwuję. Hmm... a gdyby tak go nagrać i pokazać mamie? Może to dziecinne, ale może być zabawnie.
Zauważyłam, że Słoweńcy kończyli udzielać wywiadów i rozdawać autografy, więc postanowiłam podejść w końcu do mojego brata. Akurat podpisywał ostatniej dziewczynie kartkę w zeszycie. Podeszłam do niego od tyłu i zakryłam mu oczy. Zdziwiony natychmiast odwrócił się w moją stronę. Myślałam, że zaraz buchnę śmiechem. Wyglądał jak dziecko, które właśnie się dowiedziało, że Święty Mikołaj nie istnieje. 
-Co ty tu robisz? - Przekręcił głowę na bok i przymrużył lekko lewe oko. Swoją drogą chyba jest bardzo zadowolony. Oczywiście to jest sarkazm.
-Pracuję. Koleżanka się rozchorowała i przyjechałam zamiast niej. - Wzruszyłam ramionami jakby to było coś oczywistego.
-Jejku tak się cieszę. - O, ale niespodzianka. Jest szczęśliwy. A no tak. On zawsze jest szczęśliwy, tylko ciekawe od czego. Nie to, że go o coś oskarżam, ale bądźmy szczerzy, to normalne nie jest.
-Czyżby? - Nagle mnie podniósł i zakręcił się ze mną w kółko. - Weź, bo mi się w głowie kręci.
-Wiem nawet od czego. - Pokiwał głową.
-Tak? A to ciekawa jestem od czego? - Skrzyżowałam ręce na piersi i z kpiącym uśmiechem patrzyłam na brata. Spojrzał się w bok. Przeniosłam wzrok w to samo miejsce i zobaczyłam Petera z jakąś laską. Dziwnie się jakoś poczułam. Uśmiech zszedł mi z twarzy. W środku poczułam jakiś uścisk, ale nie mam pojęcia dlaczego. Może tak go nie cierpię, że nie chcę żeby był szczęśliwy? Przecież to niemożliwe. Ja taka nie jestem. Nie życzę źle nawet najgorszemu wrogowi. - I co z tego? - Wzruszyłam ramionami. Nie wiem, co się ze mną działo w tej chwili, ale nie mogłam dać po sobie tego poznać.
-Twój Romeo obściskuje się z jakąś lalunią a ty nic? - Zapytał tak, jakbym miała teraz tam iść i wytargać tą laskę za włosy. Anze się niech tak nie rozpędza, bo mnie nic z nim nie łączy.
-Proszę cię. Mam gdzieś z kim on się obściskuje. - Wywróciłam oczami. - Odprowadzisz mnie do hotelu? Przy okazji trochę pogadamy. - Pokiwał głową i ruszyliśmy przed siebie.
Szliśmy sobie spokojnie drogą i śmialiśmy się tak jak nienormalni. Ktoś mógłby stwierdzić, że coś braliśmy, co oczywiście jest nieprawdą. Nagle poczułam jak ktoś mnie obejmuje wokół talii i unosi mnie do góry. Z zaskoczenia aż zapiszczałam. Nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili jednak ujrzałam Prevca. Poczułam lekki strach. Co on mógł kombinować?
-Pomóż mi! - Krzyknęłam do Anze, który w tym momencie zwijał się ze śmiechu. Rzeczywiście zabawne.
Nie wiem gdzie dokładnie porywa mnie Peter, ale to nie może być nic dobrego. Próbowałam się wydostać z jego objęć, wierzgałam nogami. Niestety mi się to nie udało. Po chwili nie czułam już dłoni Prevca i to nie dlatego, że mnie zostawił w spokoju, a dlatego, że wrzucił mnie do jakiegoś jeziora. Woda była tak lodowata, że myślałam, że umrę z zimna. Niech go szlag trafi! Co za debil! A gdybym się utopiła?
-Nienawidzę cię! Popamiętasz mnie jeszcze! - Krzyczałam wychodząc z jeziora. Cała trzęsłam się z zimna. Na szczęście z pomocą przyszedł mi Anze, który dał mi swoją kurtkę.
-Już się boję. - Udawał wystraszonego, ale w środku cały się śmiał. Nie wytrzymałabym z nim ani minuty dłużej, więc szybko pobiegłam do hotelu się przebrać. Mam nadzieję, że się nie rozchoruję po tym wszystkim.

Rozdział IX

Obudził mnie dzwoniący telefon. Zerknęłam na godzinę i jak się okazało, dochodziła dwunasta. No to ładnie. Pół dnia zmarnowane, ale w sumie się nie dziwię, bo wczoraj siedziałam do późna i obrabiałam zdjęcia. Chciałam to skończyć jak najszybciej, aby mieć już to z głowy.
Jak się okazało, dzwonił mój szef, który miał dla mnie nowe zlecenie. Otóż jak się okazało rozchorowała się moja koleżanka z pracy i mam za nią jechać do Klingenthal na zawody, aby robić zdjęcia do gazety. Kiedyś zawsze, gdy były jakieś sportowe imprezy to się wykręcałam od tego, ale tym razem się zgodziłam. W końcu może być fajnie. Tylko muszę unikać Prevca, bo po ostatniej akcji musiał się mega wnerwić i teraz będzie zdolny do wszystkiego. Oczywiście to nie tak, że się go boję, po prostu tak będzie lepiej.
Po obiedzie, a raczej w moim przypadku po śniadaniu, postanowiłam pojechać do mamy. Nie byłam u niej już jakieś dwa tygodnie, a więc najwyższy czas się pojawić w rodzinnym domu. Wsiadłam do mojego nowego auta, w którym się zakochałam od pierwszego wejrzenia i ruszyłam w drogę. Nie miałam jakoś bardzo daleko. Musiałam tylko się przemieścić na drugi koniec miasta.
Jak zwykle weszłam sobie bez pukania, bo w sumie jakby nie patrzeć rodzice zawsze powtarzają, że tu jest mój drugi dom, a do własnego mieszkania się przecież nie puka.
-Cześć mamuś. - Powiedziałam wchodząc do kuchni, gdzie znajdowała się mama. Musnęłam jej policzek, po czym usiadłam przy stole.
-Nareszcie przyjechałaś. Napijesz się czegoś? - Zapytała, na co pokiwałam głową.
-Tak jak zawsze, herbatki. Sama jesteś w domu?
-Sama, sama. Tata w pracy, a Anze jak zwykle na treningu.  - Wyjęła kubek, po czym zaczęła zaparzać dla mnie herbatkę. - Opowiadaj, co tam u ciebie słychać?
-Wszystko po staremu. Ostatnio byłam w Kuusamo, ale to wiesz. W sumie nic poza tym. - Postawiła przede mną herbatę i usiadła naprzeciwko mnie.
-A kiedy przyprowadzisz go na obiad? - Zapytała z uśmiechem, ale kompletnie nie wiedziałam o kogo jej chodzi.
-Kogo? - Uniosłam kubek, aby napić się herbaty.
-No Petera. Przecież jesteście razem. - Zakrztusiłam się z zaskoczenia.
-Po moim trupie! - Krzyknęłam i odstawiłam gwałtownie kubek na stół, przez co trochę jego zawartości się wylało. Oczywiście od razu zabrałam się za sprzątanie.
-Przecież to dobry chłopak. Poza tym wszystkie gazety trąbią o tym, więc coś tam musi być chyba na rzeczy. - Spojrzała na mnie podejrzliwie.
-Nie znoszę go i chyba z wzajemnością. Masz pojęcie, że wylał na mnie kawę; zabrał mi telefon; zaczął wstawiać dziwne rzeczy na mojego Instagrama, przez co śmieją się teraz ze mnie; przewrócił mnie i wylądowałam tyłkiem na twardej podłodze; próbował wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia; chciał, żebym mu usługiwała; zamknął mnie w łazience i jeszcze mnie w domu nachodzi. - Mama spojrzała na mnie z uniesionymi brwiami. - No dobra, może trochę przekoloryzowałam, ale mimo wszystko go nie cierpię.
-No skoro tak mówisz. - Westchnęła. - Jak było w tej Finlandii? Chyba zimno tam, co nie?
-Zimno? Tego nawet zimnem nie można nazwać. Jak ja się czułam jak na Antarktydzie lub jeszcze gorzej.
-A mówiłam, żebyś w razie czego wzięła ze sobą czapkę od babci to mnie nie posłuchałaś. - Ja tu liczyłam na słowa jakiegoś współczucia i wsparcia, a tu jak zwykle wszystko na mnie.
-Kiedy mówiłaś? - Nie mogłam sobie jakoś przypomnieć tego momentu.
-Jak jakieś trzy dni przed wyjazdem dzwoniłam do ciebie. - Hmm... trzy dni przed wyjazdem. Co ja wtedy robiłam? A no tak! Szukałam w razie czego lotów powrotnych, żeby móc zwiać, ale nic nie znalazłam. Byłam tak zajęta, że nie słuchałam nawet do końca co mówi moja mama.
-Faktycznie. Coś tam mi świta. - Mruknęłam, a po chwili usłyszałam otwierane drzwi. Moim oczom ukazał się mój brat. Szczerzył się jak zwykle bez powodu.
-No kogo to moje oczy widzą. Moja najukochańsza pod słońcem siostrzyczka. - Teraz mi trochę przypominał rozemocjonowaną dziewczynę. Podszedł do mnie od razu i mnie przytulił. Nie powiem, zaskoczyło mnie to pozytywnie, ale po chwili byłam już wkurzona. Myślałam, że trochę zmądrzał, ale najwidoczniej nie. Otóż, ten oto młodzieniec, który zwie się mym bratem, pomimo, że go nie przypomina nawet w jednej dziesiątej procenta, wykorzystał okazję i potargał mi włosy we wszystkie strony. W ramach obrony walnęłam go pięścią w brzuch, na co zaczął się tylko śmiać. Czasem zadaję sobie pytanie, czy on nigdy nie umie zachować powagi? Czy gdyby napadło go ufo to też by się śmiał? Oficjalnie podtrzymuję wersję, że Anze, pomimo swojego wieku, to niedorozwinięty dzieciak. A myślałam, że skoro ostatnio miał randkę to trochę zmądrzał, ale cóż, pozory mylą.
-Idź lepiej do swojego pokoju i zobacz czy cię tam nie ma. - Pogoniłam go ręką, a ten zaczął udawać, że serio idzie to sprawdzić. Pozostało mi jedynie walnąć głową w stół.
Chciałam porozmawiać chociaż chwilkę z mamą w spokoju, ale Anze zaczął mnie coraz bardziej doprowadzać do szału. Wyobraźcie sobie, że ten czub zaczął się kręcić wokół nas i podsłuchiwać o czym gadamy. W takich warunkach to ja nie jestem w stanie prowadzić konwersacji. Kto normalny przychodzi do kuchni co chwila, żeby napełnić kubek wodą, a następnie idzie w nieznanym kierunku, opróżnia go i z powrotem wraca, by go napełnić. Wątpię, żeby on to wszystko wypił. Może kwiatki podlewa, albo chce się wykąpać i w taki oto sposób sobie wodę do wanny nalewa. Mniejsza o to.
-A może nałożę ci ciasta. Dzisiaj rano upiekłam. - Pokiwałam głową, bo muszę przyznać, że mama piecze najlepsze ciasta na ziemi.
-Czy ktoś wspominał o cieście? - Zza ściany wyłoniła się głowa Anze. Czy ten dureń cały czas tam stał i nas podsłuchiwał?
-Dla ciebie nie ma. - Powiedziałam niczym surowa mama.
-A to niby dlaczego? - Powiedział drocząc się ze mną i idąc w moją stronę.
-Mam ci w punktach wymienić? - Kiwnął głową. - Po pierwsze. Przytyjesz i nie wciśniesz tyłka w kombinezon. Po drugie. Nie zasłużyłeś sobie na takie luksusy. Po trzecie. Za darmo nic nie ma. Trzeba było przynajmniej pomóc w pieczeniu. - W sumie jak o tym myślę to lepiej, żeby w kuchni nie pomagał. Jeszcze by wszystkich potruł.
-Taka mądra jesteś? A ty? Pomagałaś? Nie. - Zmroził mnie wzrokiem.
-Kochaniutki. Pragnę ci przypomnieć, że ja tu jestem gościem. - Mrugnęłam do niego oczkiem.
-A wiesz co można zrobić z nieproszonym gościem? - Zrobił chwilową pauzę. - Wyprosić go.
-Ach tak? Czyli mnie wypraszasz? Zapominasz się, że do ciebie tu nie przyszłam. - Zmarszczyłam brwi.
-No ja myślę, bo inaczej... - Nie dane było mu dokończyć.
-Uspokójcie się! - Krzyknęła na nas mama. - Nie możecie wreszcie zachowywać się jak dorośli? Wiecznie się tylko kłócicie. Przestaniecie w końcu kiedyś? - Postawiła przed nami talerzyki z naszym ulubionym ciastem. Przez chwilę panowała głucha cisza. Każdy siedział nie zwracając uwagi na innych. Nagle sobie coś uświadomiłam i zaczęłam się śmiać. Dwójka pozostałych popatrzyła na mnie zaskoczona. Walnęłam Anze lekko w ramię.
-Wiesz, że uwielbiam się z tobą kłócić? - Spojrzał na mnie i po chwili razem się śmialiśmy.
-Ja z tobą też. - Przytulił mnie.

Rozdział VIII

Powoli się obudziłam. Oczów jeszcze nie chciało mi się otwierać, bo było mi tak strasznie wygodnie. Przytulona do ręki Anze postanowiłam w końcu się rozbudzić. Nie chciałam przecież przespać całego lotu.
-Która godzina? - Zapytałam zaspanym głosem. Szczerze mówiąc to miałam nadzieję, że będzie już widno.
-W której strefie czasowej? - Zamiast głosu mojego brata usłyszałam Petera. Szybko oderwałam się od niego i skierowałam na niego wzrok. Siedział obok mnie. Wytrzeszczyłam oczy, co mogło zabawnie wyglądać, ale mi wtedy do śmiechu nie było.
-Co tu robisz? - Wysyczałam przez zęby.
-Mam wykupiony bilet na to miejsce. - Uniosłam jedną brew do góry. - Nie wierzysz? Mogę pokazać.
-Gdzie Anze? - Zaczęłam się rozglądać po samolocie. Zauważyłam go śpiącego obok Tepesa, po czym odwróciłam się w stronę okna.
-Możemy porozmawiać? - Dotknął mojego ramienia, ale od razu zrzuciłam jego dłoń.
-Nie mamy o czym. - Odwróciłam się do ludzi siedzących za mną i zobaczyłam Domena siedzącego obok Nejca Dezmana. - Domen, zamienisz się miejscem? - Chłopak uśmiechnął się i spojrzał na Petera, co też ja uczyniłam. Zobaczyłam jak starszy Prevc kręci przecząco głową, a ten jakby zaczarowany go słucha. No świetnie. Może teraz każdym będzie tak rządzić. Niech na prezydenta startuje skoro to jego pasja. - Ok, rozumiem. - Wywróciłam oczami i wstałam, aby udać się do łazienki. Usłyszałam jak Domen śle w moją stronę ciche "przepraszam".
Chciałam już zamknąć za sobą drzwi, gdy na przeszkodzie coś mi stanęło. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam Petera i jego nogę uniemożliwiającą zamknięcie drzwi. Podirytowana chciałam wyjść, ale w tym samym momencie Prevc popchnął mnie do środka i zamknął nas w tym małym pomieszczeniu.
-Co ty wyprawiasz? - Zapytałam uwalniając swój łokieć z jego uścisku.
-Możemy porozmawiać? - Zapytał po raz kolejny tego dnia.
-Zrozum, że nie mamy o czym. - Próbowałam mu uświadomić, co niestety nie podziałało i ostatecznie dałam mu pięć minut. - A więc o czym chcesz porozmawiać? - Zapytałam znudzona.
-To w hotelu... Nie chciałem, żebyś pomyślała, że cię wykorzystuję czy coś. Po prostu dowiedziałem się o tym, co powiedziałaś przed moim skokiem i byłem lekko zdenerwowany... - Dostrzegłam w lusterku, że moja twarz oblewa się lekkim rumieńcem.
-Nie wracajmy do tego. Nie mam ci tego za złe. - Zdążyłam już mu wybaczyć jak zobaczyłam jak mu bardzo zależy na rozmowie.
-To czemu się tam do mnie odnosisz...? W sensie jesteś niemiła dla mnie, a przynajmniej odnoszę takie wrażenie. - Zastanowiłam się dłuższą chwilę i sama nie umiałam sobie odpowiedzieć na to pytanie, a może po prostu nie chciałam? W sumie fajnie z nim tak pogrywać. Czasem się wkurzy, czasem udaje wielkiego cwaniaka. To wszystko na swój sposób jest dosyć zabawne.
-Nie lubię cię i tyle. - Tylko tyle udało mi się powiedzieć. - Możemy skończyć tę rozmowę? - Posmutniał i kiwnął głową. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam jakąś kobietę na oko czterdziestolatka. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła, a następnie dostrzegła Prevca i zmieniła wyraz twarzy na bardziej zaskoczony. Pewnie gdyby piła herbatę to by się zakrztusiła.
-On mnie molestuje. - Wskazałam na uśmiechniętego Prevca, któremu po chwili zrzedła mina. Nie mogłam opanować śmiechu i szybko poszłam na swoje miejsce.
-Chciała już wołać stewardessy. - Usłyszałam przerażony głos Petera i zaczęłam się śmiać.
(następnego dnia)
Było około godziny piętnastej. Akurat oglądałam mój ulubiony film w telewizji, gdy po domu rozniósł się głos dzwonka. Z niechęcią poszłam otworzyć drzwi.
-Ooo... - Swoją drogą niezłe przywitanie. - Wejdź. - Uśmiechnęłam się do brata.
- Przyjechałem, bo mi się przypomniało, że masz kilka moich rzeczy. - Zdjął buty i wszedł za mną do salonu.
-Jak się rozpakowywałam to odłożyłam wszystko w jedno miejsce. Poczekaj. Zaraz ci przyniosę. - Poszłam na górę do swojego pokoju, z którego przyniosłam reklamówkę pełną ubrań i nie tylko. - Nie za wygodnie ci? - Zapytałam wchodząc do salonu i widząc rozwalonego na kanapie Anze. Normalnie jakby był u siebie.
-Jeszcze procenty by się przydały i byłoby idealnie. - Posłał w moją stronę niewidzialnego buziaka.
-Czasami się zastanawiam czy my na prawdę jesteśmy spokrewnieni. - Mruknęłam pod nosem, co najwyraźniej usłyszał.
-Uwierz mi, że ja też. - Wstał i wziął do ręki torbę ze swoimi rzeczami. - Będę leciał, bo kumpel na mnie czeka w samochodzie. - Dał mi buziaka w policzek, co od razu wytarłam, na co się zaśmiał. - Lepiej nie pytaj jaki.
-Domyślam się. - Skrzyżowałam ręce na piersi i przyglądałam się jak chłopak zakłada buty.
-Mama mówiła, żebyś wpadła do niej, ponieważ się martwi, bo nie odbierasz od niej telefonu. - Walnęłam ręką w czoło, bo sobie nagle coś uświadomiłam.
-Zapomniałabym. Muszę kupić kartę do telefonu, bo ostatnio mi się połamała. - Dobra ja ją zniszczyłam, ale oj tam. Cicho.
-Znowu? To już chyba trzeci raz w tym miesiącu, a przypominam ci, że jest 27 listopada, a to oznacza, że za niecały miesiąc święta. - Wyszczerzył się.
-O nie... Znowu trzeba będzie wydać kasę na darmozjada co stoi przede mną. - Popatrzył na mnie minką żalu na co tylko się zaśmiałam.
-No dzięki.- Powiedział z sarkazmem. - W tym tygodniu mam zawody w Klingenthal. Jak chcesz to możesz jechać ze mną. - Popatrzyłam na niego i się chwilę zastanowiłam. - Aż tak daleko nie jest.
-Mam trochę pracy. Dostałam od pewnej firmy duże zlecenie.
-Proszę cię robienie zdjęć, czy nawet ich obróbka nie jest takie trudne i zajmuje mało czasu. - Próbował mnie przekonać, ale postanowiłam być nieugięta.
-Przeciętny człowiek zawsze myśli, że to takie proste. Uwierz mi, że to jest bardzo skomplikowane. - Pokręciłam głową.
-No skoro tak mówisz to nie będę się z tobą wykłócał.
-I bardzo słusznie. Wreszcie podejmujesz rozsądne decyzje. - Opuściłam mu czapkę a oczy. Pożegnał się i wyszedł.
Poszłam szybko na miasto załatwić sprawę z moim telefonem. Gdy wróciłam od razu wzięłam się do pracy nad nadesłanymi zdjęciami. Moje zajęcie przerwał dzwonek do drzwi. Postanowiłam nie otwierać. Ktoś jednak był uparty i nie dawał za wygraną. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam Petera. Przyszedł mi do głowy świetny plan. Wzięłam wiaderko i napełniłam je lodowatą wodą. Następnie wyszłam na balkon.
-Peter! - Uniosłam wiaderko lekko do góry i czekałam aż podejdzie troszeczkę bliżej. Chłopak zaczął szukać mnie wzrokiem, a ja w tym samym czasie wylałam całą zawartość wiadra.
-Ej! - Skulił się z zimna i spojrzał na mnie wrogo. Zaczęłam się śmiać. - Pożałujesz tego!
-To się jeszcze okaże. - Posłałam w jego stronę niewidzialnego buziaka i weszłam do domu.

Rozdział VII

Rano obudził mnie dźwięk przychodzącej wiadomości na Messengerze. Byłam tak zmęczona po wczorajszych wrażeniach, że kompletnie mi się nie chciało sprawdzać jej treści. Po chwili zastanowienia stwierdziłam, że to może być coś ważnego. Wyciągnęłam rękę w stronę szafki, na której zaczęłam szukać mojej komórki. Po chwili miałam już ją w rękach i pomału próbowałam otworzyć oczy. Byłam tak zaspana, że wszystko mi się rozmazywało. Dopiero kiedy wytężyłam wzrok na maksimum swoich możliwości, byłam w stanie ujrzeć wiadomość od starszego Prevca. Pewnie większość dziewczyn byłaby w stanie zabić, żeby otrzymać od niego jakąkolwiek wiadomość lub wymienić kilka słów, ale ja zdecydowanie do nich nie należę.
Od: Peter Prevc
Przyjdziesz do mnie? Wszystko mnie boli i nie mogę wstać z łóżka.
Po wczorajszej akcji nie miałam ochoty go oglądać. Było mi po prostu głupio. Nie wiem czemu zgodziłam się na ten masaż. Postanowiłam, że nie będę już w okół niego skakać. Jeszcze pomyśli, że coś do niego czuję i tyle będzie. Ale nie! Źle to ujęłam! Ja do niego coś czuję, a tym czymś jest... odraza, nienawiść. Nie umiem dobrać odpowiednich słów do tego, co czuję gdy go widzę.
Do: Peter Prevc
Przykro mi. Mój dzień dobroci dla ciebie się skończył 😘
Przeleżałam może na łóżku ze dwie minuty. Dłużej nie dałam rady. Przez moją głowę przechodziły tysiące myśli. A co jeśli na prawdę jest z nim nie najlepiej, a ja jestem jego ostatnią deską ratunku? Może powinnam chociaż zajrzeć do niego, czy wszystko w porządku? Nadal trochę obwiniam się za jego wypadek, chociaż wiem, że to nie mogła być moja wina.
Ostatecznie postanowiłam go odwiedzić. Założyłam szlafrok, bo nie chciało mi się przebierać w normalne ubrania. Po za tym stwierdziłam, że jak wrócę to może jeszcze uda mi się zdrzemnąć, w końcu wczoraj siedziałam do późna. Weszłam do jego pokoju bez pukania. To nie w moim stylu, ale biorąc pod uwagę, że mnie nie okłamał i faktycznie nie może wstać z łóżka, pukanie byłoby bez sensu.
Wchodząc, zobaczyłam wesołego Petera chodzącego ochoczo po swoim pokoju w samych bokserkach. Jeżeli jego wszystko boli, to ja jestem latającym szynszylem. Jeszcze nigdy chyba nie byłam tak zła jak w tamtej chwili. Chłopak odwrócił wzrok w moją stronę i na mój widok się zmieszał. Pokiwałam tylko głową karcąco i wyszłam. Czy on na prawdę miał mnie za skończoną idiotkę?
-Patricia. Poczekaj. - Usłyszałam za sobą na korytarzu. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. - Przepraszam. - Zauważyłam w jego spojrzeniu skruchę. Zaskoczyło mnie to, zważywszy na fakt, że nie najlepiej nam się układa nasza znajomość.
-Ok. - Powiedziałam, ale na pewno mu tak łatwo tego nie wybaczę. Powolnym krokiem zbliżyłam się do niego na niebezpieczną odległość. Powiedziałabym nawet, że na bardzo niebezpieczną. Doskonale zauważyłam, że się spiął. Spojrzałam mu głęboko w oczy, a po chwili skierowałam twarz bliżej jego ucha, tak, aby mógł mnie doskonale usłyszeć. - Masz się do mnie nie zbliżać. - Szepnęłam i poszłam do swojego pokoju. Odwróciłam się jeszcze na chwilę w jego stronę i zobaczyłam jak dalej stoi na środku korytarza w lekkim osłupieniu.
Praktycznie cały dzień przesiedziałam w hotelu. Doskonale wiedziałam, że jeślibym wychyliła z niego nos, mogłabym go spotkać. Chociaż z drugiej strony to jest i tak nieuniknione, ponieważ mam zamiar pojawić się na dzisiejszym konkursie. Po za tym wracamy razem w nocy samolotem. Mówiąc noc, mam na myśli bardzo późny wieczór, ponieważ w Kuusamo o tej porze roku jest praktycznie cały czas ciemno. Słońce pojawi się może na jakieś pięć godzin, albo i nie. Nie wyobrażam sobie tu mieszkać.
Konkurs przebiegał praktycznie tak jak wczoraj. Znów stałam przy tych samych barierkach razem z Anze i rozmawialiśmy. Szkoda mi go trochę, bo poszło mu jeszcze gorzej niż wczoraj. Na kwalifikacjach nie zakwalifikował się nawet do konkursu, ale jestem przekonana, że następnym razem pójdzie mu lepiej.
Przez całe skoki nie mogłam się skupić. Cały czas rozmyślałam o tym, że już dzisiaj wracam do domu. Najchętniej posiedziałabym w moim mieszkaniu przy kominku z moim kochanym kotkiem, którego na czas wyjazdu musiałam zostawić u mojej przyjaciółki. Swoją drogą mam nadzieję, że go nie wychudziła za bardzo, albo wręcz na odwrót. Kiedyś pojechałam na tydzień nad morze to jak wróciłam to go nie poznałam.
Z dzisiejszego konkursu wiem tylko tyle, że Peter był na siódmym miejscu. Może to się wydawać dziwne, że akurat jego wynik pamiętam, ale tuż przed jego skokiem mój kochany braciszek wyrwał mnie z natłoku myśli, a potem na koniec zawodów powiedział mi, jaką zajął lokatę.
Skoczkowie poszli udzielać wywiadów, rozdawać autografy, robić zdjęcia... A ja? Miałam do wyboru dwie opcje. Mogłam pójść do autokaru i sobie w spokoju na nich poczekać lub przejść się po skoczni. Normalnie bez wahania wybrałabym tą drugą opcję, ale teraz się wahałam. To nie był mój szczęśliwy dzień, jednak po dłuższym namyśle postanowiłam się przejść, ponieważ być może nigdy już nie przyjadę na tą skocznię. Oczywiście mam w planach być w tym sezonie na jeszcze kilku konkursach, ale to na pewno nie będzie Kuusamo.
Postanowiłam posiedzieć grzecznie na ławce, z której był dobry widok na skocznie. Nie miałam zamiaru się oddalać zbyt daleko, ponieważ mogłabym się zgubić lub nikt nie zauważyłby mojej nieobecności i pojechaliby beze mnie.
Ostatecznie było mi tak zimno, że po pięciu minutach wróciłam do autokaru. W hotelu byłam praktycznie spakowana, bo zrobiłam to już przed konkursem, w przeciwieństwie do innych. Oczywiście Anze się tak spakował, że mu się wszystko nie zmieściło. Przepraszam. Poprawka. On się nie spakował, on wrzucił wszystko byle jak do walizki i się dziwi, że się wszystko nie zmieściło. Jestem taką kochaną siostrzyczką, że zgodziłam się przechować kilka jego rzeczy w swojej walizce.
Poszliśmy wspólnie coś zjeść przed wyjazdem, w końcu lot trwa jakieś cztery godziny, a z Lublany do Kranja też jest kawałek drogi.
Na lotnisku Peter usiadł na przeciwko mnie i miałam wrażenie, że bacznie obserwuje każdy mój ruch. Czułam się niekomfortowo, dlatego próbowałam się czymś zająć, żeby o tym nie myśleć. Wyjęłam telefon, żeby sprawdzić, ile czasu zostało do lotu. Nie wytrzymałam dłużej i stuknęłam mojego brata w ramię. Doskonale wiedział, że chcę mu coś powiedzieć, bo zawsze tak robiłam.
-Powiedz mu coś, żeby się tak na mnie nie gapił, bo to mnie dekoncentruje. - Szepnęłam mu do ucha tak, aby nikt nie usłyszał.
-Kto? Peter? - Zapytał dosyć głośno, na co niektóre osoby z teamu się na nas dziwnie spojrzały, a ja miałam ochotę go zatłuc.
-Mogłeś głośniej powiedzieć. Niech wszyscy się dowiedzą. - Wysyczałam przez  zęby.
-Zakochał się chłopak. - Powiedział, na co zmroziłam go wzrokiem. Po chwili jednak dodał. - Spokojnie siostra. Patrz i ucz się. - Odchrząknął dosyć głośno, na co Peter się na niego spojrzał, a Anze zrobił groźną (w jego przypadku i tak to zabawnie wyglądało) minę i pokiwał głową na boki. I oto mój kochany brat stał się moim wybawcą.
W samolocie siedziałam sobie przy oknie, a obok mnie był Anze. Wpatrywałam się tępo w ląd, którego i tak w ciemności ciężko było ujrzeć. Widać było jedynie lampy przy drodze, samochody... Nudziła mnie już ta podróż, więc postanowiłam się zdrzemnąć. Przymknęłam powieki i próbowałam zasnąć. Anze powiedział tylko, że idzie do łazienki i zaraz wraca. Nie robiłam sobie nic z tego tylko dalej próbowałam usnąć. Chłopak wrócił bardzo szybko. Oparłam głowę o jego jakże wygodne ramię i usnęłam.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Rozdział VI

Stałam sobie właśnie z moim bratem przy barierkach i oglądałam skoki. Niestety dzisiaj nie poszło mu zbyt dobrze i o serii finałowej może jedynie pomarzyć. Szkoda, bo trzymałam za niego mocno kciuki.
Patrząc na to jak ci wszyscy zawodnicy skaczą to muszę przyznać, że polubiłam to. Gdyby ktoś mi wczoraj powiedział, że zaciekawi mnie ta dyscyplina sportowa to bym go pewnie wyśmiała.
-Anze, wytłumaczysz mi trochę zasad? - Zapytałam, bo w końcu jakbym chciała sama wszystko zrozumieć to bym musiała pewnie cały sezon oglądać skoki. I tam pewnie to zrobię, ale szybciej zrozumiem, gdy on mi wszystko wytłumaczy.
-Ooo, a jednak zaciekawiło cię to. - Powiedział uśmiechnięty. Do tej pory był smutny z powodu swojego skoku, a teraz nagle jakby humor mu powrócił.
-Jak się zaczęłam skupiać na oglądaniu to muszę przyznać, że trochę mnie to zaciekawiło. To jak wytłumaczysz mi?
-Pewnie, tylko poczekajmy z tym chwilkę do drugiej serii, a teraz patrz, bo Peter skacze. - Wskazał na rozbieg, gdzie po chwili przeniosłam swój wzrok. Udało mu się skoczyć 143 metry, dzięki czemu prowadził po pierwszej serii.
Podczas drugiej serii Anze wytłumaczył mi najważniejsze zasady, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Może nie ogarnęłam wszystkiego do końca w stu procentach, ale jednak większą część tego rozumiałam.
Gdy przyszedł czas na skok Domena, zacisnęłam mocno kciuki i wpatrywałam się w niego jak w obrazek. Kiedy udało mu się skoczyć 140,5 metrów, czym objął prowadzenie, aż podskoczyłam z radości i przytuliłam Anze, na co się zaśmiał.
-A ty nie kibicujesz Peterowi? - Spytał się ze śmiechem, czym mnie ewidentnie wkurzył.
-Jemu to co najwyżej mogę życzyć, żeby się przewrócił. - Odpowiedziałam, co wcale nie było prawdą. Fakt, nie przepadam za nim, ale nikomu nigdy nie życzę źle.
-Nawet nie wiesz co mówisz. - Szepnął chłopak.
Przyszedł czas na skok starszego Prevca. Wszystko wskazywało na to, że wygra dzisiejsze zawody. Cały skok przebiegał spokojnie do czasu lądowania, przy którym jedna narta odjechała, przez co zaliczył upadek. Skrzywiłam się lekko i spojrzałam na Anze, który stał z kamienną twarzą.
Poczułam ogromną ulgę, gdy Peter wstał i nic mu nie było. Mimo wszystko obwiniałam się za ten wypadek. Gdybym nie miała za długiego języka to może by do tego nie doszło. Kiedy chłopak podszedł do nas od razu rzuciłam się na niego i go przytuliłam. Nie wiem w sumie po co to zrobiłam. To był impuls. Prevc najwyraźniej był zaskoczony moim zachowaniem, ale po chwili go odwzajemnił.
-Nie miej jutro do mnie pretensji, gdy nas opiszą w gazetach. - Wyszeptał mi do ucha, co podziałało jak zimny prysznic i momentalnie się od niego odsunęłam, na co uśmiechnął się pod nosem.
(Peter)
Leżałem w swoim pokoju na łóżku i próbowałem się wyciszyć i odpocząć przed jutrzejszym konkursem. Dzisiejszy nie poszedł mi za dobrze, ale się nie załamuję, w końcu to nie mój pierwszy upadek i pewnie nie ostatni w życiu. Jutro będzie szansa na poprawę. Co do Domena to jestem dumny z niego i mam nadzieję, że przez resztę sezonu będzie również tak dobrze skakał. Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Oczywiście wiedziałem kto to.
-Otwarte! - Krzyknąłem i po chwili przed moimi oczami stała Patricia.
-Idę na sklepu. Kupić ci coś? - Nie wiem co się stało, ale najwyraźniej coś się przestawiło w tej dziewczynie i zaczęła wokół mnie drygać jak wokół jakiegoś cesarza.
-Butelkę wody możesz mi wziąć. - Powiedziałem na odczepne. Chciałem być pewny, że nie będzie jej w hotelu, gdy pójdę pogadać z Anze.
-To wszystko? Bo wiesz mogłabym powiedzieć, że jak ci się coś jeszcze przypomni to możesz zadzwonić, ale nie wiem czy pamiętasz, że nie mam karty do telefonu i...
-To wszystko. Wielkie dzięki. - Uśmiechnąłem się, po czym wyszła z pokoju.
Zaraz po tym wydarzeniu poszedłem do Laniska, żeby z nim pogadać. Niektórym może by się podobało, gdyby jakaś dziewczyna tak drygała wokół niego, ale mi się to kompletnie nie podoba. Zastanawia mnie tylko to, co mogło wpłynąć na tak radykalną przemianę.
-I ona tak dosłownie co pięć minut przychodzi do ciebie i pyta się czy ci czegoś nie trzeba? - Pokiwałem twierdząco głową, na co chłopak się jeszcze szerzej uśmiechnął. - No to stary, masz teraz raj na ziemi. - Poklepał mnie po plecach.
-No nie wiem. Nie podoba mi się to kompletnie. Nie mam ani chwili odpoczynku. Teraz poszła do sklepu, żeby mi wodę kupić, a ja w tym czasie przyszedłem tutaj. - Chłopak wstał, włożył ręce do kieszeni i patrzył się w okno.
-No i słusznie. - Wstałem i momentalnie stanąłem za nim.
-Ty coś wiesz? - Bardziej stwierdziłem niż zapytałem, na co odwrócił się w moją stronę.
-Najwyraźniej ma wyrzuty sumienia za twój upadek na skoczni. - Stwierdził poważnie.
-Przecież to nie jej wina. Po prostu narta mi odjechała. - Anze spojrzał na mnie z niepewnością. - Anze?
-No bo tuż przed twoim skokiem powiedziała coś... - Urwał w pół zdania.
-Co powiedziała?
-Powiedziała coś typu, że życzy ci, żebyś się przewrócił i potem... sam zresztą wiesz co było dalej. - Nie powiem, zabolało.
-Fajnie, że ma o mnie takie zdanie i w ogóle...
-Ona na pewno ci źle nie życzyła. Pewnie po prostu w przypływie...
-Nienawiści? Złości? Proszę cię. - Nie wytrzymałem dłużej i wyszedłem z pokoju.
Byłem w pewnym sensie wkurzany na Patricie. Nie dlatego, że się przewróciłem, bo to nie była jej wina, tylko dlatego, że tak powiedziała. Wiem, że pewnie to było w nagromadzonych emocjach, ale postanowiłem to wykorzystać. Zdjąłem koszulkę i położyłem się na brzuchu. Po jakiś dziesięciu minutach usłyszałem ponowne pukanie do drzwi. Tradycyjnie powiedziałem, że otwarte.
-Przyniosłam ci wodę. Jak się czujesz? - Zapytała z troską.
-Trochę mnie plecy bolą... - Nie dała mi dokończyć.
-To może zawołam lekarza. Może to coś poważnego i...
-Nie, wszystko w porządku, po prostu przydałby się jakiś dobry masaż. To by mnie od razu postawiło na nogi. - Postanowiłem trochę poudawać. No co, jak tak bardzo się pali do pomocy, to co w tym złego?
-W takim razie pójdę po ma...
-Poczekaj. Przecież ty możesz zrobić mi masaż. - Zauważyłem, że na moje słowa się wzdrygnęła.
-Lepiej nie. Ja nie...
-Oj chodź. - Wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Wywróciła tylko oczami i pomału podeszła do mnie.
Kiedy jej dłonie zetknęły się ze skórą moich pleców, przez moje ciało przeszła fala gorąca. Zaczęła powoli masować, a po chwili już wykonywała pewne ruchy. Muszę przyznać, że dziewczyna zna się na rzeczy. To jest najlepszy masaż w moim życiu. Nie trwał może zbyt długo, ale wystarczyło kilka minut, a czuję się jak nowo narodzony.
-Myślę, że powinnam już iść. Późno jest. - Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo dziewczyna wyszła z mojego pokoju.

środa, 6 grudnia 2017

Rozdział V

Dzisiejszej nocy kompletnie nie mogłam zasnąć. Cały czas miałam przed oczami moje ostatnie spotkanie z Peterem. W głowie już układał mi się scenariusz mojej małej zemsty. Tym bardziej, że jak się później okazało, wtedy na korytarzu, gdy miał w ręku przez chwilę mój telefon, skomentował swoje zdjęcie: "Kocham cię misiu ❤️". Na szczęście jestem na tyle spostrzegawcza, że szybko to zauważyłam i skasowałam. Mam nadzieję, że nikt tego nie widział.
Udało mi się usnąć około trzeciej nad ranem, a o piątej już byłam na nogach. Nie było sensu leżeć, w końcu tak bym nie usnęła, więc postanowiłam pójść pobiegać. Tak, wiem. O tej godzinie w taki mróz nie będzie to łatwe, ale później jak już się rozgrzeję to będzie znośnie. Kiedyś biegałam niemal codziennie, a teraz trochę to zaniedbałam. Może najwyższy czas powrócić do dawnego nawyku. Swoją drogą, ciekawe, czy nadal mam taką niezłą kondycję.
Ubrałam moją ulubioną kurtkę, którą dostałam od mojego braciszka na urodziny, a zamiast czapki wybrałam nauszniki zimowe ze słuchawkami. Na nogi założyłam nowiutkie adidasy, żeby było wygodniej.
Ledwo co wyszłam z hotelu i od razu dopadło mnie zimno, a raczej mróz. Nie znałam tutejszej okolicy, więc postanowiłam nie skręcać w małe uliczki tylko biegać tymi większymi tak, żebym się nie zgubiła. Mój trening trwał około 20 minut, a ja już byłam strasznie zmęczona. Cóż, jednak to nie jest już ta sama kondycja co kiedyś. Usiadłam na chwilę na ławce w parku i przymknęłam powieki wsłuchując się w piosenkę, która właśnie leciała. Przesiedziałam tak kilkanaście minut, bo potem pewien dowcipniś postanowił zakłócić mój relaks.
Nagle i niespodziewanie poczułam coś zimnego na mojej twarzy. Skrzywiłam się lekko, a raczej bardzo. Szybko się ocknęłam i jak się okazało, osobnik o imieniu Peter rzucił we mnie głową bałwana, bo śnieżką to ja bym tego nie nazwała. Momentalnie wyłączyłam muzykę i usłyszałam jego śmiech. Serio? To jest takie zabawne? Niech ten weekend się szybko kończy, bo dłużej tu nie wytrzymam.
-Chciałeś coś? - Zapytałam chamsko. Swoją drogą to nie spodziewałam się go tutaj zastać  o tej porze. Myślałam, że o 5:45 to on się przekręca dopiero na drugi bok, a tu proszę.
-Widziałaś co piszą w dzisiejszych gazetach? - Usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
-Zabieraj tą łapę. - Warknęłam w jego stronę, na co od razu zareagował. Najwyraźniej wiedział, że lepiej będzie jak mnie posłucha. - Nie i mało mnie to obchodzi. Ja z reguły nie czytam gazet, bo wypisują tam zawsze głupoty, które nie mają miejsca w realnym świecie.
-A to powinno cię zainteresować. - Wyjął swój telefon i zaczął czegoś w nim szukać.
-Nie sądzę. - Pokazał mi artykuł, w którym była opisana sytuacja, która miała miejsce na moim Instagramie, a także to, że rzekomo jestem jego dziewczyną. Serio? W życiu bym się nie zgodziła być jego dziewczyną nawet jakby mi dawali za to milion dolarów. - Zabierz to sprzed moich oczu, bo twój telefon źle skończy. - Powiedziałam po czym pobiegłam w stronę hotelu. Dobrze, że pamiętałam drogę.
Wzięłam prysznic, przebrałam się i nim się obejrzałam, a przyszła pora na śniadanie. Swoją drogą to po co tak wcześnie jest śniadanie, skoro treningi dopiero po południu się zaczynają.
Weszłam do hotelowej restauracji i zauważyłam Petera siedzącego przy jednym ze stolików. Oczywiście usiadłam na drugim końcu pomieszczenia, żeby nie musieć z nim rozmawiać. Ten człowiek jest bardzo denerwujący. Może zrobiłam mu mały psikus, ale to nie jest powód, aby się tak zachowywał. Nie mam pojęcia o co mu chodzi, ale ewidentnie lubi robić mi na złość. W sumie to ja też uwielbiam go denerwować, ale teraz mi to kompletnie nie wychodzi.
Nie wiem co się ze mną dzieje odkąd tu przyjechałam. To miejsce ewidentnie mnie zmienia. Odkąd tu przyjechałam, jestem bardziej zamyślona, można powiedzieć, że nieobecna. Jednak najbardziej mnie martwi, że myślę cały czas tylko o sobie. Przecież mój brat miał wczoraj spotkanie z dziewczyną, a ja nawet się go nie zapytałam jak było.
Zjadłam szybko śniadanie, bo byłam bardzo głodna i pobiegłam na górę. Postanowiłam iść do pokoju mojego brata, ponieważ nie widziałam go na śniadaniu. Weszłam i zobaczyłam go śpiącego na łóżku. No nie, tak nie może być. Wczoraj on mi nie dał pospać to teraz role się odwróciły i to ja go obudzę.
-Wstawaj! - Usiadłam na krańcu łóżka i potrząsnęłam jego ramieniem, co niestety nie poskutkowało. - Wsta-waj! Wstawaj! - Próbowałam dalej, ale i to nie pomogło. Nagle przyszedł mi do głowy świetny pomysł. Weszłam na łóżko i zaczęłam po nim skakać. Mój brat najwyraźniej się przestraszył, bo z niego zleciał. Ha! I dobrze mu tak!
-Kurwa! Co jest? - Wrzasnął zaskoczony.
-Uznajmy, że tego nie słyszałam...
-Po co mnie budzisz? - Jakoś on wczoraj mógł mnie obudzić, a jego to już nie można. No kurde, jego się nie da zrozumieć.
-A tak. O której dziś konkurs? - Dobra wcale mnie to nie obchodziło, ale może jak zobaczy moje zainteresowanie tym to chociaż trochę nie będzie zły.
-O 18, ale wcześniej mogę cię oprowadzić po skoczni. Trochę poopowiadać. - Nie ciągnęło mnie do tego, ale nie chciałam robić mu przykrości, więc się zgodziłam. - Świetnie. - Klasnął w dłonie.
-A teraz mów jak tam randka.
-Szkoda gadać. Tak mi doradziłaś, że to był jeden, wielki, katastroficzny, nie do opisania niewypał. - Otworzyłam szerzej oczy nie rozumiejąc o co mu chodzi. - Ma uczulenie na kwiaty.
-Poważnie? - Kiwnął głową, że tak. - Przykro mi, nie wiedziałam. - Między nami zapadła chwila ciszy. Po chwili nabrałam ochoty, aby go o coś spytać. Bez wahania to uczyniłam. - Anze?
-Tak?
-Jakie masz stosunki z Peterem? No wiesz... Jesteście takimi dobrymi kumplami, czy bardziej nie przepadacie za sobą? - Przez chwilę nic nie odpowiadał. Wyglądał jakby się zastanawiał.
-Hmm... W sumie najlepiej z kadry to dogaduję się z Peterem, więc można chyba powiedzieć, że jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. - Nic nie odpowiedziałam. Chłopak zaczął mi się przyglądać. Po chwili dostał jakby olśnienia. - No tak! - Spojrzałam na niego jak na wariata. - On ci się podoba!
-Co? Peter? A w życiu! Coś ci się pomyliło. - Powiedziałam od razu. W końcu taka była prawda.
-Ja jednak myślę, że coś tam między wami... - Nie dałam mu dokończyć.
-Chyba śnisz. Po prostu jest bardzo wnerwiający. Wyobraź sobie, że zabrał mi telefon i zrobił sobie zdjęcie, które potem wstawił na mojego Instagrama, a potem drugi raz mi zabrał telefon i skomentował swoje zdjęcie, a teraz gazety wypisują, że jesteśmy parą. Idiota z niego i tyle... - Powiedziałam podirytowana.
-Moja mała siostrzyczka... - Powiedział przytulając mnie.
-Ej! Jestem starsza od ciebie! - Oderwałam się od niego.
-Oj tam! I tak będziesz moją małą siostrzyczką. - Wywróciłam tylko oczami.
Wychodząc z pokoju brata zauważyłam starszego z braci Prevc idącego do windy. Schowałam się za murek tak, aby mnie nie zobaczył. Gdy już nie było po nim śladu postanowiłam zobaczyć czy jego pokój jest otwarty. Na całe szczęście był. Idiota z niego, żeby nie zamykać pokoju... Na stoliku zauważyłam telefon. Uśmiechnęłam się i wzięłam go do ręki. Postanowiłam wstawić na jego Facebooka jakiś śmieszny post.
"Moi wierni fani! Pragnę poinformować, że wszystkie informacje o mnie, które wypisują dzisiaj w gazetach to bzdury. Ja nie mam dziewczyny. Prawdę mówiąc nigdy nie miałem i pewnie nigdy nie będę mieć. Nie mogę się już dłużej z tym ukrywać. Czuję, że nie dam już rady, a prędzej czy później reporterzy dojdą do prawdy. Żeby nie było później żadnych niedomówień to pragnę oficjalnie oświadczyć, że jestem gejem. Pozdrawiam wszystkich🙆🙆🙆"
Oparłam się o ścianę i zaczęłam się śmiać. Nagle do pokoju wszedł Peter. Schowałam jego telefon za plecami i spojrzałam na niego.
-Co ty tu robisz? - Zapytał oschle. Teraz to się dopiero wystraszyłam.
-Ja... ja... właśnie wychodziłam. - Powiedziałam jąkając się. Chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Czyżby? - Wyciągnął z mojej ręki swój telefon. Spojrzał na wyświetlacz. W tym samym czasie chciałam się szybko ulotnić z jego pokoju, ale złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął bliżej siebie. - Co to ma być? Czy ciebie już całkiem popierdoliło? Jak ja to teraz odkręcę?
-Jesteś taki mądry to na pewno coś wymyślisz. - Posłałam w jego stronę buziaczka i wybiegłam z pokoju.