środa, 10 stycznia 2018

Rozdział VIII

Powoli się obudziłam. Oczów jeszcze nie chciało mi się otwierać, bo było mi tak strasznie wygodnie. Przytulona do ręki Anze postanowiłam w końcu się rozbudzić. Nie chciałam przecież przespać całego lotu.
-Która godzina? - Zapytałam zaspanym głosem. Szczerze mówiąc to miałam nadzieję, że będzie już widno.
-W której strefie czasowej? - Zamiast głosu mojego brata usłyszałam Petera. Szybko oderwałam się od niego i skierowałam na niego wzrok. Siedział obok mnie. Wytrzeszczyłam oczy, co mogło zabawnie wyglądać, ale mi wtedy do śmiechu nie było.
-Co tu robisz? - Wysyczałam przez zęby.
-Mam wykupiony bilet na to miejsce. - Uniosłam jedną brew do góry. - Nie wierzysz? Mogę pokazać.
-Gdzie Anze? - Zaczęłam się rozglądać po samolocie. Zauważyłam go śpiącego obok Tepesa, po czym odwróciłam się w stronę okna.
-Możemy porozmawiać? - Dotknął mojego ramienia, ale od razu zrzuciłam jego dłoń.
-Nie mamy o czym. - Odwróciłam się do ludzi siedzących za mną i zobaczyłam Domena siedzącego obok Nejca Dezmana. - Domen, zamienisz się miejscem? - Chłopak uśmiechnął się i spojrzał na Petera, co też ja uczyniłam. Zobaczyłam jak starszy Prevc kręci przecząco głową, a ten jakby zaczarowany go słucha. No świetnie. Może teraz każdym będzie tak rządzić. Niech na prezydenta startuje skoro to jego pasja. - Ok, rozumiem. - Wywróciłam oczami i wstałam, aby udać się do łazienki. Usłyszałam jak Domen śle w moją stronę ciche "przepraszam".
Chciałam już zamknąć za sobą drzwi, gdy na przeszkodzie coś mi stanęło. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam Petera i jego nogę uniemożliwiającą zamknięcie drzwi. Podirytowana chciałam wyjść, ale w tym samym momencie Prevc popchnął mnie do środka i zamknął nas w tym małym pomieszczeniu.
-Co ty wyprawiasz? - Zapytałam uwalniając swój łokieć z jego uścisku.
-Możemy porozmawiać? - Zapytał po raz kolejny tego dnia.
-Zrozum, że nie mamy o czym. - Próbowałam mu uświadomić, co niestety nie podziałało i ostatecznie dałam mu pięć minut. - A więc o czym chcesz porozmawiać? - Zapytałam znudzona.
-To w hotelu... Nie chciałem, żebyś pomyślała, że cię wykorzystuję czy coś. Po prostu dowiedziałem się o tym, co powiedziałaś przed moim skokiem i byłem lekko zdenerwowany... - Dostrzegłam w lusterku, że moja twarz oblewa się lekkim rumieńcem.
-Nie wracajmy do tego. Nie mam ci tego za złe. - Zdążyłam już mu wybaczyć jak zobaczyłam jak mu bardzo zależy na rozmowie.
-To czemu się tam do mnie odnosisz...? W sensie jesteś niemiła dla mnie, a przynajmniej odnoszę takie wrażenie. - Zastanowiłam się dłuższą chwilę i sama nie umiałam sobie odpowiedzieć na to pytanie, a może po prostu nie chciałam? W sumie fajnie z nim tak pogrywać. Czasem się wkurzy, czasem udaje wielkiego cwaniaka. To wszystko na swój sposób jest dosyć zabawne.
-Nie lubię cię i tyle. - Tylko tyle udało mi się powiedzieć. - Możemy skończyć tę rozmowę? - Posmutniał i kiwnął głową. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam jakąś kobietę na oko czterdziestolatka. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła, a następnie dostrzegła Prevca i zmieniła wyraz twarzy na bardziej zaskoczony. Pewnie gdyby piła herbatę to by się zakrztusiła.
-On mnie molestuje. - Wskazałam na uśmiechniętego Prevca, któremu po chwili zrzedła mina. Nie mogłam opanować śmiechu i szybko poszłam na swoje miejsce.
-Chciała już wołać stewardessy. - Usłyszałam przerażony głos Petera i zaczęłam się śmiać.
(następnego dnia)
Było około godziny piętnastej. Akurat oglądałam mój ulubiony film w telewizji, gdy po domu rozniósł się głos dzwonka. Z niechęcią poszłam otworzyć drzwi.
-Ooo... - Swoją drogą niezłe przywitanie. - Wejdź. - Uśmiechnęłam się do brata.
- Przyjechałem, bo mi się przypomniało, że masz kilka moich rzeczy. - Zdjął buty i wszedł za mną do salonu.
-Jak się rozpakowywałam to odłożyłam wszystko w jedno miejsce. Poczekaj. Zaraz ci przyniosę. - Poszłam na górę do swojego pokoju, z którego przyniosłam reklamówkę pełną ubrań i nie tylko. - Nie za wygodnie ci? - Zapytałam wchodząc do salonu i widząc rozwalonego na kanapie Anze. Normalnie jakby był u siebie.
-Jeszcze procenty by się przydały i byłoby idealnie. - Posłał w moją stronę niewidzialnego buziaka.
-Czasami się zastanawiam czy my na prawdę jesteśmy spokrewnieni. - Mruknęłam pod nosem, co najwyraźniej usłyszał.
-Uwierz mi, że ja też. - Wstał i wziął do ręki torbę ze swoimi rzeczami. - Będę leciał, bo kumpel na mnie czeka w samochodzie. - Dał mi buziaka w policzek, co od razu wytarłam, na co się zaśmiał. - Lepiej nie pytaj jaki.
-Domyślam się. - Skrzyżowałam ręce na piersi i przyglądałam się jak chłopak zakłada buty.
-Mama mówiła, żebyś wpadła do niej, ponieważ się martwi, bo nie odbierasz od niej telefonu. - Walnęłam ręką w czoło, bo sobie nagle coś uświadomiłam.
-Zapomniałabym. Muszę kupić kartę do telefonu, bo ostatnio mi się połamała. - Dobra ja ją zniszczyłam, ale oj tam. Cicho.
-Znowu? To już chyba trzeci raz w tym miesiącu, a przypominam ci, że jest 27 listopada, a to oznacza, że za niecały miesiąc święta. - Wyszczerzył się.
-O nie... Znowu trzeba będzie wydać kasę na darmozjada co stoi przede mną. - Popatrzył na mnie minką żalu na co tylko się zaśmiałam.
-No dzięki.- Powiedział z sarkazmem. - W tym tygodniu mam zawody w Klingenthal. Jak chcesz to możesz jechać ze mną. - Popatrzyłam na niego i się chwilę zastanowiłam. - Aż tak daleko nie jest.
-Mam trochę pracy. Dostałam od pewnej firmy duże zlecenie.
-Proszę cię robienie zdjęć, czy nawet ich obróbka nie jest takie trudne i zajmuje mało czasu. - Próbował mnie przekonać, ale postanowiłam być nieugięta.
-Przeciętny człowiek zawsze myśli, że to takie proste. Uwierz mi, że to jest bardzo skomplikowane. - Pokręciłam głową.
-No skoro tak mówisz to nie będę się z tobą wykłócał.
-I bardzo słusznie. Wreszcie podejmujesz rozsądne decyzje. - Opuściłam mu czapkę a oczy. Pożegnał się i wyszedł.
Poszłam szybko na miasto załatwić sprawę z moim telefonem. Gdy wróciłam od razu wzięłam się do pracy nad nadesłanymi zdjęciami. Moje zajęcie przerwał dzwonek do drzwi. Postanowiłam nie otwierać. Ktoś jednak był uparty i nie dawał za wygraną. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam Petera. Przyszedł mi do głowy świetny plan. Wzięłam wiaderko i napełniłam je lodowatą wodą. Następnie wyszłam na balkon.
-Peter! - Uniosłam wiaderko lekko do góry i czekałam aż podejdzie troszeczkę bliżej. Chłopak zaczął szukać mnie wzrokiem, a ja w tym samym czasie wylałam całą zawartość wiadra.
-Ej! - Skulił się z zimna i spojrzał na mnie wrogo. Zaczęłam się śmiać. - Pożałujesz tego!
-To się jeszcze okaże. - Posłałam w jego stronę niewidzialnego buziaka i weszłam do domu.

Rozdział VII

Rano obudził mnie dźwięk przychodzącej wiadomości na Messengerze. Byłam tak zmęczona po wczorajszych wrażeniach, że kompletnie mi się nie chciało sprawdzać jej treści. Po chwili zastanowienia stwierdziłam, że to może być coś ważnego. Wyciągnęłam rękę w stronę szafki, na której zaczęłam szukać mojej komórki. Po chwili miałam już ją w rękach i pomału próbowałam otworzyć oczy. Byłam tak zaspana, że wszystko mi się rozmazywało. Dopiero kiedy wytężyłam wzrok na maksimum swoich możliwości, byłam w stanie ujrzeć wiadomość od starszego Prevca. Pewnie większość dziewczyn byłaby w stanie zabić, żeby otrzymać od niego jakąkolwiek wiadomość lub wymienić kilka słów, ale ja zdecydowanie do nich nie należę.
Od: Peter Prevc
Przyjdziesz do mnie? Wszystko mnie boli i nie mogę wstać z łóżka.
Po wczorajszej akcji nie miałam ochoty go oglądać. Było mi po prostu głupio. Nie wiem czemu zgodziłam się na ten masaż. Postanowiłam, że nie będę już w okół niego skakać. Jeszcze pomyśli, że coś do niego czuję i tyle będzie. Ale nie! Źle to ujęłam! Ja do niego coś czuję, a tym czymś jest... odraza, nienawiść. Nie umiem dobrać odpowiednich słów do tego, co czuję gdy go widzę.
Do: Peter Prevc
Przykro mi. Mój dzień dobroci dla ciebie się skończył 😘
Przeleżałam może na łóżku ze dwie minuty. Dłużej nie dałam rady. Przez moją głowę przechodziły tysiące myśli. A co jeśli na prawdę jest z nim nie najlepiej, a ja jestem jego ostatnią deską ratunku? Może powinnam chociaż zajrzeć do niego, czy wszystko w porządku? Nadal trochę obwiniam się za jego wypadek, chociaż wiem, że to nie mogła być moja wina.
Ostatecznie postanowiłam go odwiedzić. Założyłam szlafrok, bo nie chciało mi się przebierać w normalne ubrania. Po za tym stwierdziłam, że jak wrócę to może jeszcze uda mi się zdrzemnąć, w końcu wczoraj siedziałam do późna. Weszłam do jego pokoju bez pukania. To nie w moim stylu, ale biorąc pod uwagę, że mnie nie okłamał i faktycznie nie może wstać z łóżka, pukanie byłoby bez sensu.
Wchodząc, zobaczyłam wesołego Petera chodzącego ochoczo po swoim pokoju w samych bokserkach. Jeżeli jego wszystko boli, to ja jestem latającym szynszylem. Jeszcze nigdy chyba nie byłam tak zła jak w tamtej chwili. Chłopak odwrócił wzrok w moją stronę i na mój widok się zmieszał. Pokiwałam tylko głową karcąco i wyszłam. Czy on na prawdę miał mnie za skończoną idiotkę?
-Patricia. Poczekaj. - Usłyszałam za sobą na korytarzu. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. - Przepraszam. - Zauważyłam w jego spojrzeniu skruchę. Zaskoczyło mnie to, zważywszy na fakt, że nie najlepiej nam się układa nasza znajomość.
-Ok. - Powiedziałam, ale na pewno mu tak łatwo tego nie wybaczę. Powolnym krokiem zbliżyłam się do niego na niebezpieczną odległość. Powiedziałabym nawet, że na bardzo niebezpieczną. Doskonale zauważyłam, że się spiął. Spojrzałam mu głęboko w oczy, a po chwili skierowałam twarz bliżej jego ucha, tak, aby mógł mnie doskonale usłyszeć. - Masz się do mnie nie zbliżać. - Szepnęłam i poszłam do swojego pokoju. Odwróciłam się jeszcze na chwilę w jego stronę i zobaczyłam jak dalej stoi na środku korytarza w lekkim osłupieniu.
Praktycznie cały dzień przesiedziałam w hotelu. Doskonale wiedziałam, że jeślibym wychyliła z niego nos, mogłabym go spotkać. Chociaż z drugiej strony to jest i tak nieuniknione, ponieważ mam zamiar pojawić się na dzisiejszym konkursie. Po za tym wracamy razem w nocy samolotem. Mówiąc noc, mam na myśli bardzo późny wieczór, ponieważ w Kuusamo o tej porze roku jest praktycznie cały czas ciemno. Słońce pojawi się może na jakieś pięć godzin, albo i nie. Nie wyobrażam sobie tu mieszkać.
Konkurs przebiegał praktycznie tak jak wczoraj. Znów stałam przy tych samych barierkach razem z Anze i rozmawialiśmy. Szkoda mi go trochę, bo poszło mu jeszcze gorzej niż wczoraj. Na kwalifikacjach nie zakwalifikował się nawet do konkursu, ale jestem przekonana, że następnym razem pójdzie mu lepiej.
Przez całe skoki nie mogłam się skupić. Cały czas rozmyślałam o tym, że już dzisiaj wracam do domu. Najchętniej posiedziałabym w moim mieszkaniu przy kominku z moim kochanym kotkiem, którego na czas wyjazdu musiałam zostawić u mojej przyjaciółki. Swoją drogą mam nadzieję, że go nie wychudziła za bardzo, albo wręcz na odwrót. Kiedyś pojechałam na tydzień nad morze to jak wróciłam to go nie poznałam.
Z dzisiejszego konkursu wiem tylko tyle, że Peter był na siódmym miejscu. Może to się wydawać dziwne, że akurat jego wynik pamiętam, ale tuż przed jego skokiem mój kochany braciszek wyrwał mnie z natłoku myśli, a potem na koniec zawodów powiedział mi, jaką zajął lokatę.
Skoczkowie poszli udzielać wywiadów, rozdawać autografy, robić zdjęcia... A ja? Miałam do wyboru dwie opcje. Mogłam pójść do autokaru i sobie w spokoju na nich poczekać lub przejść się po skoczni. Normalnie bez wahania wybrałabym tą drugą opcję, ale teraz się wahałam. To nie był mój szczęśliwy dzień, jednak po dłuższym namyśle postanowiłam się przejść, ponieważ być może nigdy już nie przyjadę na tą skocznię. Oczywiście mam w planach być w tym sezonie na jeszcze kilku konkursach, ale to na pewno nie będzie Kuusamo.
Postanowiłam posiedzieć grzecznie na ławce, z której był dobry widok na skocznie. Nie miałam zamiaru się oddalać zbyt daleko, ponieważ mogłabym się zgubić lub nikt nie zauważyłby mojej nieobecności i pojechaliby beze mnie.
Ostatecznie było mi tak zimno, że po pięciu minutach wróciłam do autokaru. W hotelu byłam praktycznie spakowana, bo zrobiłam to już przed konkursem, w przeciwieństwie do innych. Oczywiście Anze się tak spakował, że mu się wszystko nie zmieściło. Przepraszam. Poprawka. On się nie spakował, on wrzucił wszystko byle jak do walizki i się dziwi, że się wszystko nie zmieściło. Jestem taką kochaną siostrzyczką, że zgodziłam się przechować kilka jego rzeczy w swojej walizce.
Poszliśmy wspólnie coś zjeść przed wyjazdem, w końcu lot trwa jakieś cztery godziny, a z Lublany do Kranja też jest kawałek drogi.
Na lotnisku Peter usiadł na przeciwko mnie i miałam wrażenie, że bacznie obserwuje każdy mój ruch. Czułam się niekomfortowo, dlatego próbowałam się czymś zająć, żeby o tym nie myśleć. Wyjęłam telefon, żeby sprawdzić, ile czasu zostało do lotu. Nie wytrzymałam dłużej i stuknęłam mojego brata w ramię. Doskonale wiedział, że chcę mu coś powiedzieć, bo zawsze tak robiłam.
-Powiedz mu coś, żeby się tak na mnie nie gapił, bo to mnie dekoncentruje. - Szepnęłam mu do ucha tak, aby nikt nie usłyszał.
-Kto? Peter? - Zapytał dosyć głośno, na co niektóre osoby z teamu się na nas dziwnie spojrzały, a ja miałam ochotę go zatłuc.
-Mogłeś głośniej powiedzieć. Niech wszyscy się dowiedzą. - Wysyczałam przez  zęby.
-Zakochał się chłopak. - Powiedział, na co zmroziłam go wzrokiem. Po chwili jednak dodał. - Spokojnie siostra. Patrz i ucz się. - Odchrząknął dosyć głośno, na co Peter się na niego spojrzał, a Anze zrobił groźną (w jego przypadku i tak to zabawnie wyglądało) minę i pokiwał głową na boki. I oto mój kochany brat stał się moim wybawcą.
W samolocie siedziałam sobie przy oknie, a obok mnie był Anze. Wpatrywałam się tępo w ląd, którego i tak w ciemności ciężko było ujrzeć. Widać było jedynie lampy przy drodze, samochody... Nudziła mnie już ta podróż, więc postanowiłam się zdrzemnąć. Przymknęłam powieki i próbowałam zasnąć. Anze powiedział tylko, że idzie do łazienki i zaraz wraca. Nie robiłam sobie nic z tego tylko dalej próbowałam usnąć. Chłopak wrócił bardzo szybko. Oparłam głowę o jego jakże wygodne ramię i usnęłam.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Rozdział VI

Stałam sobie właśnie z moim bratem przy barierkach i oglądałam skoki. Niestety dzisiaj nie poszło mu zbyt dobrze i o serii finałowej może jedynie pomarzyć. Szkoda, bo trzymałam za niego mocno kciuki.
Patrząc na to jak ci wszyscy zawodnicy skaczą to muszę przyznać, że polubiłam to. Gdyby ktoś mi wczoraj powiedział, że zaciekawi mnie ta dyscyplina sportowa to bym go pewnie wyśmiała.
-Anze, wytłumaczysz mi trochę zasad? - Zapytałam, bo w końcu jakbym chciała sama wszystko zrozumieć to bym musiała pewnie cały sezon oglądać skoki. I tam pewnie to zrobię, ale szybciej zrozumiem, gdy on mi wszystko wytłumaczy.
-Ooo, a jednak zaciekawiło cię to. - Powiedział uśmiechnięty. Do tej pory był smutny z powodu swojego skoku, a teraz nagle jakby humor mu powrócił.
-Jak się zaczęłam skupiać na oglądaniu to muszę przyznać, że trochę mnie to zaciekawiło. To jak wytłumaczysz mi?
-Pewnie, tylko poczekajmy z tym chwilkę do drugiej serii, a teraz patrz, bo Peter skacze. - Wskazał na rozbieg, gdzie po chwili przeniosłam swój wzrok. Udało mu się skoczyć 143 metry, dzięki czemu prowadził po pierwszej serii.
Podczas drugiej serii Anze wytłumaczył mi najważniejsze zasady, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Może nie ogarnęłam wszystkiego do końca w stu procentach, ale jednak większą część tego rozumiałam.
Gdy przyszedł czas na skok Domena, zacisnęłam mocno kciuki i wpatrywałam się w niego jak w obrazek. Kiedy udało mu się skoczyć 140,5 metrów, czym objął prowadzenie, aż podskoczyłam z radości i przytuliłam Anze, na co się zaśmiał.
-A ty nie kibicujesz Peterowi? - Spytał się ze śmiechem, czym mnie ewidentnie wkurzył.
-Jemu to co najwyżej mogę życzyć, żeby się przewrócił. - Odpowiedziałam, co wcale nie było prawdą. Fakt, nie przepadam za nim, ale nikomu nigdy nie życzę źle.
-Nawet nie wiesz co mówisz. - Szepnął chłopak.
Przyszedł czas na skok starszego Prevca. Wszystko wskazywało na to, że wygra dzisiejsze zawody. Cały skok przebiegał spokojnie do czasu lądowania, przy którym jedna narta odjechała, przez co zaliczył upadek. Skrzywiłam się lekko i spojrzałam na Anze, który stał z kamienną twarzą.
Poczułam ogromną ulgę, gdy Peter wstał i nic mu nie było. Mimo wszystko obwiniałam się za ten wypadek. Gdybym nie miała za długiego języka to może by do tego nie doszło. Kiedy chłopak podszedł do nas od razu rzuciłam się na niego i go przytuliłam. Nie wiem w sumie po co to zrobiłam. To był impuls. Prevc najwyraźniej był zaskoczony moim zachowaniem, ale po chwili go odwzajemnił.
-Nie miej jutro do mnie pretensji, gdy nas opiszą w gazetach. - Wyszeptał mi do ucha, co podziałało jak zimny prysznic i momentalnie się od niego odsunęłam, na co uśmiechnął się pod nosem.
(Peter)
Leżałem w swoim pokoju na łóżku i próbowałem się wyciszyć i odpocząć przed jutrzejszym konkursem. Dzisiejszy nie poszedł mi za dobrze, ale się nie załamuję, w końcu to nie mój pierwszy upadek i pewnie nie ostatni w życiu. Jutro będzie szansa na poprawę. Co do Domena to jestem dumny z niego i mam nadzieję, że przez resztę sezonu będzie również tak dobrze skakał. Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Oczywiście wiedziałem kto to.
-Otwarte! - Krzyknąłem i po chwili przed moimi oczami stała Patricia.
-Idę na sklepu. Kupić ci coś? - Nie wiem co się stało, ale najwyraźniej coś się przestawiło w tej dziewczynie i zaczęła wokół mnie drygać jak wokół jakiegoś cesarza.
-Butelkę wody możesz mi wziąć. - Powiedziałem na odczepne. Chciałem być pewny, że nie będzie jej w hotelu, gdy pójdę pogadać z Anze.
-To wszystko? Bo wiesz mogłabym powiedzieć, że jak ci się coś jeszcze przypomni to możesz zadzwonić, ale nie wiem czy pamiętasz, że nie mam karty do telefonu i...
-To wszystko. Wielkie dzięki. - Uśmiechnąłem się, po czym wyszła z pokoju.
Zaraz po tym wydarzeniu poszedłem do Laniska, żeby z nim pogadać. Niektórym może by się podobało, gdyby jakaś dziewczyna tak drygała wokół niego, ale mi się to kompletnie nie podoba. Zastanawia mnie tylko to, co mogło wpłynąć na tak radykalną przemianę.
-I ona tak dosłownie co pięć minut przychodzi do ciebie i pyta się czy ci czegoś nie trzeba? - Pokiwałem twierdząco głową, na co chłopak się jeszcze szerzej uśmiechnął. - No to stary, masz teraz raj na ziemi. - Poklepał mnie po plecach.
-No nie wiem. Nie podoba mi się to kompletnie. Nie mam ani chwili odpoczynku. Teraz poszła do sklepu, żeby mi wodę kupić, a ja w tym czasie przyszedłem tutaj. - Chłopak wstał, włożył ręce do kieszeni i patrzył się w okno.
-No i słusznie. - Wstałem i momentalnie stanąłem za nim.
-Ty coś wiesz? - Bardziej stwierdziłem niż zapytałem, na co odwrócił się w moją stronę.
-Najwyraźniej ma wyrzuty sumienia za twój upadek na skoczni. - Stwierdził poważnie.
-Przecież to nie jej wina. Po prostu narta mi odjechała. - Anze spojrzał na mnie z niepewnością. - Anze?
-No bo tuż przed twoim skokiem powiedziała coś... - Urwał w pół zdania.
-Co powiedziała?
-Powiedziała coś typu, że życzy ci, żebyś się przewrócił i potem... sam zresztą wiesz co było dalej. - Nie powiem, zabolało.
-Fajnie, że ma o mnie takie zdanie i w ogóle...
-Ona na pewno ci źle nie życzyła. Pewnie po prostu w przypływie...
-Nienawiści? Złości? Proszę cię. - Nie wytrzymałem dłużej i wyszedłem z pokoju.
Byłem w pewnym sensie wkurzany na Patricie. Nie dlatego, że się przewróciłem, bo to nie była jej wina, tylko dlatego, że tak powiedziała. Wiem, że pewnie to było w nagromadzonych emocjach, ale postanowiłem to wykorzystać. Zdjąłem koszulkę i położyłem się na brzuchu. Po jakiś dziesięciu minutach usłyszałem ponowne pukanie do drzwi. Tradycyjnie powiedziałem, że otwarte.
-Przyniosłam ci wodę. Jak się czujesz? - Zapytała z troską.
-Trochę mnie plecy bolą... - Nie dała mi dokończyć.
-To może zawołam lekarza. Może to coś poważnego i...
-Nie, wszystko w porządku, po prostu przydałby się jakiś dobry masaż. To by mnie od razu postawiło na nogi. - Postanowiłem trochę poudawać. No co, jak tak bardzo się pali do pomocy, to co w tym złego?
-W takim razie pójdę po ma...
-Poczekaj. Przecież ty możesz zrobić mi masaż. - Zauważyłem, że na moje słowa się wzdrygnęła.
-Lepiej nie. Ja nie...
-Oj chodź. - Wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Wywróciła tylko oczami i pomału podeszła do mnie.
Kiedy jej dłonie zetknęły się ze skórą moich pleców, przez moje ciało przeszła fala gorąca. Zaczęła powoli masować, a po chwili już wykonywała pewne ruchy. Muszę przyznać, że dziewczyna zna się na rzeczy. To jest najlepszy masaż w moim życiu. Nie trwał może zbyt długo, ale wystarczyło kilka minut, a czuję się jak nowo narodzony.
-Myślę, że powinnam już iść. Późno jest. - Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo dziewczyna wyszła z mojego pokoju.

środa, 6 grudnia 2017

Rozdział V

Dzisiejszej nocy kompletnie nie mogłam zasnąć. Cały czas miałam przed oczami moje ostatnie spotkanie z Peterem. W głowie już układał mi się scenariusz mojej małej zemsty. Tym bardziej, że jak się później okazało, wtedy na korytarzu, gdy miał w ręku przez chwilę mój telefon, skomentował swoje zdjęcie: "Kocham cię misiu ❤️". Na szczęście jestem na tyle spostrzegawcza, że szybko to zauważyłam i skasowałam. Mam nadzieję, że nikt tego nie widział.
Udało mi się usnąć około trzeciej nad ranem, a o piątej już byłam na nogach. Nie było sensu leżeć, w końcu tak bym nie usnęła, więc postanowiłam pójść pobiegać. Tak, wiem. O tej godzinie w taki mróz nie będzie to łatwe, ale później jak już się rozgrzeję to będzie znośnie. Kiedyś biegałam niemal codziennie, a teraz trochę to zaniedbałam. Może najwyższy czas powrócić do dawnego nawyku. Swoją drogą, ciekawe, czy nadal mam taką niezłą kondycję.
Ubrałam moją ulubioną kurtkę, którą dostałam od mojego braciszka na urodziny, a zamiast czapki wybrałam nauszniki zimowe ze słuchawkami. Na nogi założyłam nowiutkie adidasy, żeby było wygodniej.
Ledwo co wyszłam z hotelu i od razu dopadło mnie zimno, a raczej mróz. Nie znałam tutejszej okolicy, więc postanowiłam nie skręcać w małe uliczki tylko biegać tymi większymi tak, żebym się nie zgubiła. Mój trening trwał około 20 minut, a ja już byłam strasznie zmęczona. Cóż, jednak to nie jest już ta sama kondycja co kiedyś. Usiadłam na chwilę na ławce w parku i przymknęłam powieki wsłuchując się w piosenkę, która właśnie leciała. Przesiedziałam tak kilkanaście minut, bo potem pewien dowcipniś postanowił zakłócić mój relaks.
Nagle i niespodziewanie poczułam coś zimnego na mojej twarzy. Skrzywiłam się lekko, a raczej bardzo. Szybko się ocknęłam i jak się okazało, osobnik o imieniu Peter rzucił we mnie głową bałwana, bo śnieżką to ja bym tego nie nazwała. Momentalnie wyłączyłam muzykę i usłyszałam jego śmiech. Serio? To jest takie zabawne? Niech ten weekend się szybko kończy, bo dłużej tu nie wytrzymam.
-Chciałeś coś? - Zapytałam chamsko. Swoją drogą to nie spodziewałam się go tutaj zastać  o tej porze. Myślałam, że o 5:45 to on się przekręca dopiero na drugi bok, a tu proszę.
-Widziałaś co piszą w dzisiejszych gazetach? - Usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
-Zabieraj tą łapę. - Warknęłam w jego stronę, na co od razu zareagował. Najwyraźniej wiedział, że lepiej będzie jak mnie posłucha. - Nie i mało mnie to obchodzi. Ja z reguły nie czytam gazet, bo wypisują tam zawsze głupoty, które nie mają miejsca w realnym świecie.
-A to powinno cię zainteresować. - Wyjął swój telefon i zaczął czegoś w nim szukać.
-Nie sądzę. - Pokazał mi artykuł, w którym była opisana sytuacja, która miała miejsce na moim Instagramie, a także to, że rzekomo jestem jego dziewczyną. Serio? W życiu bym się nie zgodziła być jego dziewczyną nawet jakby mi dawali za to milion dolarów. - Zabierz to sprzed moich oczu, bo twój telefon źle skończy. - Powiedziałam po czym pobiegłam w stronę hotelu. Dobrze, że pamiętałam drogę.
Wzięłam prysznic, przebrałam się i nim się obejrzałam, a przyszła pora na śniadanie. Swoją drogą to po co tak wcześnie jest śniadanie, skoro treningi dopiero po południu się zaczynają.
Weszłam do hotelowej restauracji i zauważyłam Petera siedzącego przy jednym ze stolików. Oczywiście usiadłam na drugim końcu pomieszczenia, żeby nie musieć z nim rozmawiać. Ten człowiek jest bardzo denerwujący. Może zrobiłam mu mały psikus, ale to nie jest powód, aby się tak zachowywał. Nie mam pojęcia o co mu chodzi, ale ewidentnie lubi robić mi na złość. W sumie to ja też uwielbiam go denerwować, ale teraz mi to kompletnie nie wychodzi.
Nie wiem co się ze mną dzieje odkąd tu przyjechałam. To miejsce ewidentnie mnie zmienia. Odkąd tu przyjechałam, jestem bardziej zamyślona, można powiedzieć, że nieobecna. Jednak najbardziej mnie martwi, że myślę cały czas tylko o sobie. Przecież mój brat miał wczoraj spotkanie z dziewczyną, a ja nawet się go nie zapytałam jak było.
Zjadłam szybko śniadanie, bo byłam bardzo głodna i pobiegłam na górę. Postanowiłam iść do pokoju mojego brata, ponieważ nie widziałam go na śniadaniu. Weszłam i zobaczyłam go śpiącego na łóżku. No nie, tak nie może być. Wczoraj on mi nie dał pospać to teraz role się odwróciły i to ja go obudzę.
-Wstawaj! - Usiadłam na krańcu łóżka i potrząsnęłam jego ramieniem, co niestety nie poskutkowało. - Wsta-waj! Wstawaj! - Próbowałam dalej, ale i to nie pomogło. Nagle przyszedł mi do głowy świetny pomysł. Weszłam na łóżko i zaczęłam po nim skakać. Mój brat najwyraźniej się przestraszył, bo z niego zleciał. Ha! I dobrze mu tak!
-Kurwa! Co jest? - Wrzasnął zaskoczony.
-Uznajmy, że tego nie słyszałam...
-Po co mnie budzisz? - Jakoś on wczoraj mógł mnie obudzić, a jego to już nie można. No kurde, jego się nie da zrozumieć.
-A tak. O której dziś konkurs? - Dobra wcale mnie to nie obchodziło, ale może jak zobaczy moje zainteresowanie tym to chociaż trochę nie będzie zły.
-O 18, ale wcześniej mogę cię oprowadzić po skoczni. Trochę poopowiadać. - Nie ciągnęło mnie do tego, ale nie chciałam robić mu przykrości, więc się zgodziłam. - Świetnie. - Klasnął w dłonie.
-A teraz mów jak tam randka.
-Szkoda gadać. Tak mi doradziłaś, że to był jeden, wielki, katastroficzny, nie do opisania niewypał. - Otworzyłam szerzej oczy nie rozumiejąc o co mu chodzi. - Ma uczulenie na kwiaty.
-Poważnie? - Kiwnął głową, że tak. - Przykro mi, nie wiedziałam. - Między nami zapadła chwila ciszy. Po chwili nabrałam ochoty, aby go o coś spytać. Bez wahania to uczyniłam. - Anze?
-Tak?
-Jakie masz stosunki z Peterem? No wiesz... Jesteście takimi dobrymi kumplami, czy bardziej nie przepadacie za sobą? - Przez chwilę nic nie odpowiadał. Wyglądał jakby się zastanawiał.
-Hmm... W sumie najlepiej z kadry to dogaduję się z Peterem, więc można chyba powiedzieć, że jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. - Nic nie odpowiedziałam. Chłopak zaczął mi się przyglądać. Po chwili dostał jakby olśnienia. - No tak! - Spojrzałam na niego jak na wariata. - On ci się podoba!
-Co? Peter? A w życiu! Coś ci się pomyliło. - Powiedziałam od razu. W końcu taka była prawda.
-Ja jednak myślę, że coś tam między wami... - Nie dałam mu dokończyć.
-Chyba śnisz. Po prostu jest bardzo wnerwiający. Wyobraź sobie, że zabrał mi telefon i zrobił sobie zdjęcie, które potem wstawił na mojego Instagrama, a potem drugi raz mi zabrał telefon i skomentował swoje zdjęcie, a teraz gazety wypisują, że jesteśmy parą. Idiota z niego i tyle... - Powiedziałam podirytowana.
-Moja mała siostrzyczka... - Powiedział przytulając mnie.
-Ej! Jestem starsza od ciebie! - Oderwałam się od niego.
-Oj tam! I tak będziesz moją małą siostrzyczką. - Wywróciłam tylko oczami.
Wychodząc z pokoju brata zauważyłam starszego z braci Prevc idącego do windy. Schowałam się za murek tak, aby mnie nie zobaczył. Gdy już nie było po nim śladu postanowiłam zobaczyć czy jego pokój jest otwarty. Na całe szczęście był. Idiota z niego, żeby nie zamykać pokoju... Na stoliku zauważyłam telefon. Uśmiechnęłam się i wzięłam go do ręki. Postanowiłam wstawić na jego Facebooka jakiś śmieszny post.
"Moi wierni fani! Pragnę poinformować, że wszystkie informacje o mnie, które wypisują dzisiaj w gazetach to bzdury. Ja nie mam dziewczyny. Prawdę mówiąc nigdy nie miałem i pewnie nigdy nie będę mieć. Nie mogę się już dłużej z tym ukrywać. Czuję, że nie dam już rady, a prędzej czy później reporterzy dojdą do prawdy. Żeby nie było później żadnych niedomówień to pragnę oficjalnie oświadczyć, że jestem gejem. Pozdrawiam wszystkich🙆🙆🙆"
Oparłam się o ścianę i zaczęłam się śmiać. Nagle do pokoju wszedł Peter. Schowałam jego telefon za plecami i spojrzałam na niego.
-Co ty tu robisz? - Zapytał oschle. Teraz to się dopiero wystraszyłam.
-Ja... ja... właśnie wychodziłam. - Powiedziałam jąkając się. Chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Czyżby? - Wyciągnął z mojej ręki swój telefon. Spojrzał na wyświetlacz. W tym samym czasie chciałam się szybko ulotnić z jego pokoju, ale złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął bliżej siebie. - Co to ma być? Czy ciebie już całkiem popierdoliło? Jak ja to teraz odkręcę?
-Jesteś taki mądry to na pewno coś wymyślisz. - Posłałam w jego stronę buziaczka i wybiegłam z pokoju.

sobota, 18 listopada 2017

Rozdział IV

(Peter)
Dzisiejsza sytuacja najwyraźniej miała być dla mnie nauczką, żeby następnym razem nie wylewać na nikogo kawy, ale szczerze mówiąc to bardziej mnie rozśmieszyła. Swoją drogą kto by pomyślał, że taka cicha i spokojna dziewczyna jest taka mściwa. Dobra, może nie taka cicha i spokojna, w końcu przy pierwszym spotkaniu strasznie na mnie nawrzeszczała, ale mimo wszystko nie wygląda na taką.
Wróciłem do mojego hotelowego pokoju w celu odświeżenia się po jakże udanych kwalifikacjach, a raczej w moim przypadku po skoku treningowym, ponieważ skromnie mówiąc w ostatnim sezonie zgarnąłem kryształową kulę i na pierwsze zawody w tym roku miałem pewną kwalifikację.
Zdjąłem moją koszulkę i podszedłem do mojej walizki, z której miałem zamiar wyciągnąć ubrania na przebranie, ale jak się okazało one też ucierpiały w działaniach siostry Laniska. Teraz to już się nieco zdenerwowałem, ale po chwili przypomniałem sobie, że przecież mój kochany braciszek pewnie też brał w tym wszystkim udział, więc teraz powinien mi pożyczyć trochę ubrań. Niech sobie nie myśli, że będę pół tygodnia chodził w jednym. Nie mam zamiaru, żeby ludzie mnie unikali. Wyszedłem z mojego pokoju, aby skierować się do Domena. Zazwyczaj wchodziłem bez pukania, ale tym razem postanowiłem to uczynić, w końcu by się wkurzył i mi nic nie pożyczył.
-Pożycz jakąś bluzkę. - Tak, wiem, bardzo przekonujące.
-Masz swoje. - Wzruszył ramionami i podszedł do szafy, w której zaczął czegoś szukać. Cały Domen, chyba jako jedyny zawsze się dokładnie rozpakowuje. Wszyscy w tym również ja zawsze wyjmują z walizki to, co w danej chwili jest potrzebne. Na kilka dni się nie opłaca wszystkiego dokładnie rozpakowywać.
-Dobrze wiesz, co się stało z moimi ubraniami. -  Powiedziałem podirytowany. Co on bawi się w dziewczynę i może będzie udawał głupiego? A no tak on już jest głupi.
-Nie, nic nie wiem. - Powiedział z wyczuwalnym sarkazmem. Po chwili rzucił we mnie bluzką, która wylądowała na mojej twarzy. Miło z jego strony, naprawdę. (-,-)
-Ta, nic a nic. - Próbowałem go naśladować. - Dzięki. - Wskazałem na koszulkę i wyszedłem z pokoju.
(Patricia)
Gdy tylko przekroczyłam próg hotelu i załapało mi wifi, mój telefon oszalał. I to dosłownie. Zaczęły przychodzić mi jakieś powiadomienia. Nie miałam pojęcia co jest grane. Postanowiłam to sprawdzić jak tylko dojdę do mojego pokoju.
Ściągnęłam kurtkę, czapkę oraz buty i od razu rzuciłam się na łóżko. Ile bym dała, żeby mieć takie w domu...
Wyjęłam z kieszeni telefon, by po chwili wejść na Instagrama. Po tym co tam zobaczyłam zamarłam. Zaczęło mnie obserwować multum nowych ludzi, których kompletnie nie znałam, a także pojawiło się bardzo dużo serduszek pod moimi postami.
Nie przychodziło mi do głowy żadne racjonalne wytłumaczenie tego. Po chwili jednak przypomniało mi się, że przecież mój telefon miał w swoich łapach pewien idiota o imieniu Peter. Szybko odtworzyłam mój profil i ujrzałam jego selfie, do którego dodał opis: "Kotku, zostawiłaś coś u mnie ❤️❤️❤️". Głupek oczywiście się oznaczył, przez co zwrócił uwagę wielu ludzi. Teraz to mu nie daruję.
Czerwona ze złości wybiegłam z pokoju jak błyskawica w celu skierowania się do apartamentu starszego z braci Prevc. Nie było mi to jednak dane, ponieważ na kogoś wpadłam i bym się wywaliła, gdyby ta osoba nie złapała mnie w pasie. Uniosłam wzrok i zobaczyłam Petera. Patrzył mi prosto w oczy. Mówiłam już, że jego tęczówki mają wspaniały kolor, który potrafi hipnotyzować? Spuściłam lekko wzrok i zauważyłam, że nie ma na sobie koszulki. Przygryzłam lekko wargę, po czym z powrotem spojrzałam na twarz chłopaka. Zauważyłam na niej cwany uśmieszek, który świadczył o tym, że zauważył moją gęsią skórkę.
-Możesz mnie puścić? - Zapytałam z wyczuwalną złością w głosie, na co Peter jeszcze bardziej się uśmiechnął, co mnie tylko zirytowało.
-Przecież wiem, że tego nie chcesz. - Czy on przypadkiem nie ma zawyżonej samooceny?
-Puść mnie!
-Proszę bardzo. Sama tego chciałaś. - Puścił mnie, po czym runęłam z hukiem na ziemię. Ałć! Mój tyłek!
-Debil! Nienawidzę cię! - Wykrzyczałam dalej znajdując się na podłodze.
-Czyżby? Gdyby tak było to nie pożerałabyś mnie teraz wzrokiem. - No to teraz mnie ma... Co mu mam odpowiedzieć? - No już. Wstawaj. - Wyciągnął w moją stronę dłoń, aby pomóc mi wstać. Zerknęłam na nią, a następnie rzuciłam mu wrogie spojrzenie. W mojej głowie zaczął powstawać pewien pomysł. Chwyciłam swoimi rękami dłoń Petera i pociągnęłam go za nią tak, że teraz to on leżał na podłodze, a ja stałam obok i się śmiałam z jego miny.
-Następnym razem nie wyobrażaj sobie zbyt wiele.
-Ładne zdjęcie. - Wziął do ręki mój telefon, który leżał na podłodze, co było wynikiem zderzenia z nim.
-Musiałeś to zrobić? Teraz wypisują do mnie jakieś głupoty. - Wzruszył tylko ramionami. - Oddaj ten telefon. Nie mam czasu tutaj daremnie stać. - Cudem by było gdyby mnie posłuchał... a jednak. Po chwili posłusznie oddał mi komórkę. Zaczęłam iść w stronę pokoju mojego brata, ponieważ odkąd tu przyjechałam mało z nim gadałam.
-Idziesz się braciszkowi poskarżyć? - Zapytał z kpiną. Na jego pytanie pokazałam mu tylko środkowy palec.
Weszłam do pomieszczenia, w którym powinien znajdować się Anze. Tak właśnie było. Zrobiłam kilka kroków w przód i się zatrzymałam. Ocknęłam się, że on stoi właśnie przed lustrem i stroi się jak nastolatka. Czyżby umówił się na randkę? Tylko z kim? Przecież raczej nikogo tutaj nie zna.
-O! Właśnie miałem do ciebie iść. - Zmarszczyłam brwi. - Jak wyglądam? Mogę tak iść? - Miał na sobie czarne dżinsy i granatową koszulę. Całość prezentowała się nawet nieźle, ale zmieniłabym kilka rzeczy.
-A gdzie się wybierasz? Czyżby randka? - Pstryknął palcami i się uśmiechnął.
-Czytasz mi w myślach czy co? - Przymrużył lekko oczy.
-Głuptasie, nie czytam ci w myślach. Po prostu za dobrze cię znam. Bez powodu byś się tak nie stroił. - Zrobiłam kilka kroków w tył, aby móc spojrzeć na niego z większej odległości.  - Hmm... na moje oko troszeczkę zbyt elegancko.
-Czyli co, zamiast koszuli jakąś zwykłą bluzkę założyć? - Chciał już iść w stronę swojej walizki, ale go powstrzymałam.
-Nie. Nie. Nie. Poczekaj. Tak jest dobrze. - Złapałam go za ramię.
-Boże... Dziewczyno zdecyduj się. - Zrobił krótką pauzę. - To w końcu w czym mam iść?
-W tym co teraz, tylko...
-Tylko?
-Trochę bardziej na luzie musisz być. - Podwinęłam mu rękawy, a także odpięłam dwa guziki na samej górze jego koszuli. - Tak lepiej.
-Myślisz?
-Ja nie myślę, ja to wiem.
-Dzięki siostra. - Przytulił mnie. Mimo, że często się kłócimy, to w ważnych sytuacjach, takich jak ta, pomagamy sobie wzajemnie. I to jest piękne.
-Jakie kwiaty jej kupisz? - Szepnęłam mu na ucho. Momentalnie odsunął się ode mnie i lekko się zestresował. - No nie mów, że chciałeś iść bez kwiatka.
-No w zasadzie to... - Nie dałam mu dokończyć.
-Och braciszku. Wstąp po drodze do jakieś kwiaciarni i kup jej dużą, śliczną, czerwoną różę. Ok?
-Ok.

sobota, 11 listopada 2017

Rozdział III

Właśnie sobie stoję pod skocznią w Kuusamo i czekam na Domena, z którym byłam umówiona piętnaście minut temu. Jak można być takim spóźnialskim? W dodatku jest strasznie zimno. Nogi mi chyba zaraz odpadną, a ja nie mam nawet gorącej herbatki. Nie rozumiem, jak ci wszyscy ludzie wytrzymują takie stanie na takim mrozie i podziwianie jakiś latających świrów. Ja bym z pewnością odmroziła sobie wszystkie kończyny i trafiłabym do szpitala, a mój kochany braciszek by mnie nawet nie odwiedził, bo skoki by były dla niego ważniejsze.
Za pół godziny mają zacząć się kwalifikacje, a jak Domen zaraz nie przyjdzie to nici z mojego planu. Szkoda by było, bo nie wiem czy jutro miałabym okazję go zrealizować. No, może by mi się udało jakoś. Chociaż jakby spojrzeć na moje szczęście to by nic nie wypaliło.
O nie! Jeszcze kataru dostałam. Jak się rozchoruję to...! Właśnie! Jak się rozchoruję to nie będę musiała iść jutro na konkurs! To jest myśl! Ja to jednak mam głowę.
Sięgnęłam ręką do kieszeni kurtki w poszukiwaniu chusteczek. Jak się okazało zamiast ich znalazłam rękawiczki. A mama zawsze powtarza, żebym nie zostawiała ich tam, bo potem zapomnę i nie będę mogła znaleźć gdy będą mi potrzebne. Cóż, w tym przypadku dobrze, że jej nie posłuchałam. Założyłam szybko rękawiczki na moje czerwone od zimna ręce.
-Już jestem! - Usłyszałam znajomy głos, który należał oczywiście do najbardziej spóźnialskiego chłopaka jakiego znam. No, może zaraz po moim bracie.
-Szybko coś. - Powiedziałam z sarkazmem. - Masz klucze? - Obmyśliłam sobie wcześniej plan, w którym Domen podwędzi klucze do pokoju Petera, a ja w czasie kwalifikacji pójdę tam i wszystko wypsikam damskim dezodorantem. Ja musiałam znosić zapach kawy, to on się też trochę teraz pomęczy.
-Mam, mam. - Zaczął szukać ich w kieszeni. - Sorry, że tak długo, ale Peter cały czas siedział obok swojej torby. Dopiero przed chwilą poszedł się rozgrzać. Z resztą ja powinienem robić to samo. - Podał mi klucz i chciał już iść, ale coś mu się najwyraźniej przypomniało. - A, jeszcze jedno. Anze o ciebie pytał.
-Pójdę zaraz z nim pogadać, bo w końcu pomyśli, że nie przyszłam dziś na skocznię i zrobi mi awanturę. Powodzenia w kwalifikacjach. - Posłałam w jego stronę uśmiech.
-Dzięki. Poczekaj później na mnie w domku naszej reprezentacji. Oddam tylko skok, przebiorę się i przyjdę. - Pokiwałam tylko głową na znak zgody i ruszyłam w poszukiwaniu mojego brata.
Długo nie musiałam szukać. Znalazłam go przy barierce, gdy się rozciągał. Podeszłam do niego szybkim krokiem i stuknęłam go lekko w ramię, żeby się odwrócił w moją stronę.
-Cześć. - Przywitałam się próbując udawać podekscytowanie z tego, że mogę tu być. Nie wiem czy dobra ze mnie aktorka, ale mam nadzieję, że tak. Anze najwyraźniej słuchał muzyki, bo spojrzał na mnie z uśmiechem i wyjął słuchawki z uszu.
-Hej siostra. Szukałem cię. Jak ci się tutaj podoba? - Kiwnął w moją stronę lekko głową.
-Dopiero co przyszłam, ale już mogę stwierdzić, że są tu prześliczne krajobrazy, tylko trochę zimno. - Skrzywiłam się lekko.
-E tam, dzisiaj jest wyjątkowo ciepło. - Machnął lekko ręką.
-Ciepło? Jeżeli to jest ciepło to ja nie chcę wiedzieć jak to jest gdy tu jest zimno.
-W tamtej budce możesz sobie kupić coś ciepłego do picia. - Wskazał ręką wymienione miejsce.
-Pójdę tam. Nie będę ci przeszkadzać w rozgrzewce. Pogadamy później. Dalekich skoków. - Cmoknęłam go szybko w policzek i udałam się we wskazane wcześniej przez skoczka miejsce.
Kupiwszy upragnioną herbatkę postanowiłam udać się do hotelu. Poczułam nagle uderzenie czymś twardym w plecy. Odwróciłam się momentalnie i zobaczyłam jak Peter gra z kimś w siatkówkę. Mogłam się jedynie domyślać, że to była piłka kopnięta celowo przez tego idiotę tak, aby mnie walnęła. Zrobiłam tylko groźną minę w stronę skoczka i poszłam w stronę hotelu.
Udałam się najpierw do mojego pokoju po truskawkowy dezodorant, a następnie poszłam do pokoju Petera. Po około pięciu minutach wszystko już pachniało truskawkami. Pewnie pomyśli, że to któryś z chłopaków i nawet nie wpadnie na pomysł, że to ja. Nawet jakby się dowiedział, że to ja to mam to gdzieś. I tak mi nic nie zrobi, w końcu mam ten przywilej, że jestem kobietą. Po za tym to on to wszystko zaczął, a to jest tylko taka mała zemsta.
Gdy dotarłam z powrotem na skocznię od razu udałam się do domku reprezentacji Słowenii, aby poczekać tam na Domena. Włączyłam sobie telewizor, w którym zaczęłam oglądać skoki. Tak wiem, jestem mądra. Po około dwudziestu minutach w drzwiach stanął chłopak.
-Hej, i jak ci poszło? Nikt cię nie widział? - Zapytał z wyczuwalnym zainteresowaniem.
-Wszystko poszło perfekcyjnie. Nikt mnie raczej nie widział. Chciałabym zobaczyć minę twojego brata. Ja nie mogłam tam wytrzymać ani chwili dłużej, bo chyba bym się udusiła. - Zaśmiałam się. - Trzymaj klucze. - Podałam mu klucze, które po chwili schował do prawdopodobnie Petera torby.
-No to nieźle się zdziwi. Ciekawe czy się kapnie, że to ty. - Usiadł obok mnie.
-My. - Poprawiłam go. Niech sobie nie myśli, że wymiga się od winy. - Hmm... nie wydaje mi się, chociaż na głupiego nie wygląda, więc może się domyślić. O, a tak w ogóle to gratuluję świetnego skoku. 141 metrów. Zaszalałeś. - Pokiwałam z podziwem głową.
-A dzięki, dzięki. Jutro postaram się skoczyć jeszcze dalej. - Puścił do mnie oczko.
-Nie szalej, bo rekord pobijesz. - Zaśmiałam się, a po chwili do środka wparował Peter. Rozejrzał się nerwowo po pomieszczeniu i zauważywszy swoją torbę zmienił wyraz twarzy na łagodniejszy. Po chwili nas dostrzegł i się uśmiechnął.
-Cześć. - Przywitał się i wziął swoją torbę.
-Hej. - Powiedział przez śmiech Domen, a ja go lekko szturchnęłam, żeby się opamiętał, co oczywiście nie poskutkowało.
-Stało się coś? - Zapytał zdezorientowany Peter.
-Nie, wszystko w porządku, tylko twój brat dostał ataku śmiechu. - Próbowałam jakoś naprawić zaistniałą sytuację.
-No niech wam będzie. Idę do hotelu trochę odpocząć. Do zobaczenia później. - Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem na co chłopak tylko wywrócił oczami. Cóż, być może uzna mnie za wariatkę, ale mam gdzieś to, co o mnie myśli.
-Domen? - Zwróciłam się do chłopaka siedzącego obok mnie. - Wiesz, że on będzie wiedział, że to my? - Powiedziałam poważnie.
-Oj tam, wyobraź sobie jego minę - bezcenna. - Przybiliśmy sobie piątkę i zaczęliśmy się głośno śmiać.
(Peter)
Zachowanie Patricii i Domena było dla mnie niezrozumiałe. Przypomniały mi się czasy dzieciństwa jak mój brat zawsze gdy coś spsocił to dostawał ataku śmiechu. On to chyba nigdy nie dorośnie. Swoją drogą nie wiem jak ludzie z nim wytrzymują.
Wszedłem do swojego pokoju i od razu uderzył we mnie drażniący zapach... truskawek? Szybko pobiegłem do okna, aby je otworzyć na oścież. W takich warunkach nie dałoby się usiedzieć. Cóż, w nocy pewnie zmarznę, ale lepsze to niżbym miał się udusić. Zastanawia mnie tylko, który był taki mądry, żeby to zrobić. Cóż, mój cel na dzisiaj: dowiedzieć się kto jest sprawcą tego zdarzenia.
Usłyszałem dźwięk rozbrzmiewający w moim pokoju. Zacząłem rozglądać się za jego źródłem i jak się okazało był to czyjś telefon. Jednak znalezienie winowajcy dzisiejszego zdarzenia będzie prostsze niż by się mogło wydawać. Wziąłem urządzenie do ręki i zobaczyłem wiadomość.
Od: Andi
Kocham cię, wróć do mnie ❤️
Nie czytałem już więcej przychodzących co chwilę wiadomości tylko postanowiłem wejść na Instagrama, którego ikonę zauważyłem na ekranie głównym, aby w ten sposób móc upewnić się co do moich podejrzeń względem właściciela urządzenia. Jak się okazało przypuszczenia się potwierdziły i jest to komórka Patricii. Nie mogłem zaprzepaścić takiej okazji i zrobiłem sobie selfie, które wstawiłem na jej Instagrama, oczywiście oznaczając siebie. Po chwili stwierdziłem, że pewnie szuka tego telefonu, więc się nad nią zlituję i pójdę jej go oddać. Swoją drogą skoro chce się bawić ze mną w takie podchody to niech tylko się spodziewa w najbliższym czasie jakiegoś numeru z mojej strony.
Wyszedłem z mojego apartamentu i udałem się pod jej pokój, w którym jej nie zastałem. Postanowiłem pójść w stronę skoczni, bo prawdopodobnie tam się teraz znajduje. Tak właśnie było. Zauważyłem ją idącą z Domenem prawdopodobnie już w stronę hotelu. Podszedłem do nich szybkim krokiem.
-Cześć, wiecie może która godzina? - Nie wyglądała jakby zauważyła brak telefonu, więc postanowiłem się trochę podroczyć.
-Poczekaj, zaraz sprawdzę. - Powiedziała i zaczęła szukać po chyba wszystkich możliwych kieszeniach telefonu.
-Tego szukasz? - Zapytałem wyjmując zza pleców zgubę. Dziewczyna patrzyła to na urządzenie to na mnie.
-Skąd...? - Nie dałem jej dokończyć.
-Zostawiłaś w moim pokoju. Swoją drogą piękny truskawkowy zapach tylko trochę za dużo. - Puściłem w jej stronę oczko, na co Patricia się trochę zmieszała.
-Ale przecież...
-Jakiś kochaś do ciebie ciągle wypisuje. - Na moje słowa szybko wyrwała z mojej ręki telefon i weszła najprawdopodobniej zobaczyć kto wypisuje. Najwidoczniej bardzo się zdenerwowała bo wyjęła kartkę z telefonu, przełamała ją na pół i wyrzuciła.
-I po problemie. - Wzruszyła ramionami, a na mojej i Domena twarzy malowało się zaskoczenie. Muszę przyznać, że dziewczyna ma charakter. Zaimponowała mi tym.